Może jeszcze słowo o historii!

Kilka lat temu Bazyl rzucił propozycję wakacyjnego wyjazdu ze startem w Kobyleckiej Polanie (kiedy to było Bazyl?). Zebraliśmy mapy, uzgodniliśmy szczegóły i... Bazyl pojechał beze mnie Nie pamiętam już co mi wypadło, ale takie niezrealizowane plany chodzą później po głowie i nie odpuszczają. A teraz miałem wolny tydzień we wrześniu, Wojtek też i nadarzyła się doskonała okazja. Postanowiliśmy zrealizować plan w wersji koszernej: nie tylko start w Kobyleckiej Polanie ale i meta. Głównej grani Świdowca mieliśmy tylko dotknąć, wędrówka po niej to miało być mniej niż 10% całej wędrówki.

Jak się ostatecznie okazało najtrudniejsze 10%, ale jeszcze przyjdzie czas aby o tym opowiedzieć. Na razie ruszamy z Kobyleckiej Polany.