Podobno są ludzie, którzy potrafią chodzić po górach w pelerynie. Ja, niestety do nich nie należę. W mojej ocenie, peleryna nadaje się do:
a/ przeczekania dużego deszczu siedząc lub stojąc w jednym miejscu
b/ awaryjnego pokonania krótkiego odcinka trasy, np. do pobliskiego schronu
c/ osłonięcia plecaka przed zamoknięciem.
W związku z tym nie inwestuję w zaawansowana pelerynę. Na wycieczce bartolomeo miał wodoodporna kurtkę i wodoodporne spodnie oraz dobrze zabezpieczony plecak. Ja również kurtkę i spodnie, dla których producent gwarantował wodoodporność wyrażoną w jakichś tam jednostkach. Pewnie wody z góry lało nam się więcej, niż tych jednostek
Za to miałem średnio zabezpieczony plecak (pokrowiec ze starego Campusa) i dodatkowo "czarne" poncho z Decathlona za 25 zł. To poncho nadaje się do zastosować w celach wymienionych w punkcie a/. W naszym przypadku przeczekanie zajęłoby wiele godzin, wybrałem więc wariant c/. Poncho nieco pomogło w utrzymaniu suchości plecaka. Mnie natomiast niewiele uchroniło, bo wiatr miotał nim jak flagą na wysokim maszcie. Co jakiś czas bartolomeo poprawiał je, by leżało tam, gdzie trzeba, ale wiatr był uparty i robił swoje.
Pod Pikujem dwóch kolegów miało pomarańczowe poncha z Decathlonu za 70-80 zł, ale ich zastosowanie ograniczyło się do godzinnego przeczekania dużego deszczu (jeden nawet tę godzinę przespał) i godzinnego spaceru w małym deszczu w nietrudnym terenie.
To była druga i ostatnia wycieczka mojego poncha. Na ostatnim postoju przy pasterskiej staji położyłem je na stosie drewna, aby wyschło. I zapomniałem je zabrać.
Na pierwszym planie motyka.
![]()




Odpowiedz z cytatem