Myślę, że bartolomeo pokaże jeszcze jakieś ciekawe widoki, a ja przechodzę do owiec.
Owiec w tym roku na połoninach nie widzieliśmy.
Regulaminowo owce powinny być na halach od św. Wojciecha 23 kwietnia do św. Michała, czyli 29 września. W tym roku już ich nie było. Może bacowie sprawdzili prognozę pogody i uzyskali dyspensę na wcześniejszy redyk powrotny.
Pasterze pewnie nie wiedzą, że to, co oni robią, naukowo nazywa się "transhumancja". A może widzą, bo mają smartfony i mogą wyczytać to w Wikipedii. Ukraińscy pasterze mogą mieć z tym problem, bo hasło nie występuje w ich języku. Ale baca może znać angielski lub polski i juhasom przetłumaczy. Tak więc sam nie wiem, czy wiedzą, czy nie wiedzą.
Poczytajmy po polsku, co to takiego pasterstwo transhumancyjne: https://pl.wikipedia.org/wiki/Transhumancja
Zacytuje fragment: Transhumancja (inaczej: pasterstwo transhumancyjne) – rodzaj pierwotnej, ekstensywnej formy pasterstwa, niesłusznie czasem zwanego koczownictwem. W odróżnieniu od klasycznego koczownictwa transhumancja polega na sezonowych, stałych przegonach stad między pastwiskami zimowymi (na równinach podgórskich, w dolinach etc.) i pastwiskami letnimi (górskimi), jednak jego ośrodkiem pozostaje stała osada – wieś, gdzie część ludności trudni się uprawą roli.
W Europie pasterstwo transhumancyjne zanikło kilkadziesiąt lat temu. Tradycyjne społeczności transhumancyjne wobec spadku opłacalności ekstensywnego pasterstwa zostały gospodarczo zmarginalizowane, górskie wioski wyludniły się w wyniku masowych migracji do miast, które oferowały pracę w przemyśle i usługach.
Autor, piszący to hasło w Wikipedii pewnie nie był nigdy w Karpatach Wschodnich. Podczas czterodniowej wędrówki spotkaliśmy kilkanaście staji (szałasów pasterskich), z których kilka widzieliśmy z bliska, zaglądając do ich wnętrza. Z oględzin wynikało, że były używane w tym sezonie i opuszczone kilka dni temu. Znaleźć można było jeszcze resztki niezepsutej żywności, suszące się wyprane tkaniny do wyciskania sera i rozchodził się zapach świeżego dymu z pasterskiej watry. Każdy, kto chodził po Karpatach Wschodnich w miesiącach wcześniejszych, nie tylko widział owce na połoninach, ale pewnie nieraz mleka i sera spróbował. Nie będziemy jednak korygować hasła w Wikipedii. Niech transhumancja pozostanie wiedza tajemną wśród karpackich wędrowców.
Teraz będzie kilka pasterskich obrazków.
Na tej połoninie pod Małym Menczyłem Pierwszym widać pięć szałasów, z których co najmniej dwa były w tym sezonie używane.
Wnętrze jednego z nich nadawało się nawet do noclegu:
Większość staji, nawet tych ostatnio używanych, była w fatalnym stanie technicznym. Widać była jakieś drobne naprawy, ale bardzo nietrwałe, wykonane za pomocą tektury, folii, starego linoleum lub resztek zardzewiałej blachy. I zastanawiam się, czy pasterze są tak biedni, że nie stać ich na coś trwalszego, czy też ciągle myślą, że w kolejnym roku już tu nie wrócą?
To staja pod Małym Menczyłem Drugim. Ściany wzmocnione blachą ze starych beczek. Na żerdzi suszy się płachta do wyciskania sera.
![]()





Odpowiedz z cytatem