Dzień 4 - środa - 25 września
Piękno górskiego poranku...
Z kopulastego domku widok oczywiście na Popa Ivana z dawnym obserwatorium.
Pogoda stopniowo się pogarsza. Ruszamy dalej, zbliżamy się do najwyższej góry Gór Czywczyńskich czyli Czywczyna (1769 m). Po lewej na zdjęciu.
Ale zanim się do niego zbliżymy musimy jeszcze przeskoczyć Wielką Budyjowską (1678 m).
Przed podejściem mija nas samochód ciężarowy załadowany na pace ludźmi. Z oddali podziwiamy jak wspina się z mozołem na górę. Nie chciałbym w nim siedzieć.
Wielka Budyjowska zdobyta, widoki za siebie na grzbiet graniczny.
Zaczyna popadywać z nieba. Po rumuńskiej stronie pomimo chmur, niezłe widoki na Pietrosa Budyjowskiego.
Czywczyn coraz Bliżej...
Chronimy się przed deszczem w zrujnowanej staji. Część ekipy idzie na lekko zdobyć Czywczyn, ja odpuszczam, z innym członkiem ekipy rozpalamy mini ognisko i pitrasimy strawę.
![]()
Pogoda się stabilizuje, czyli pochmurno z deszczem.
Przy kontroli pograniczników pytamy o staje w dobrym stanie w pobliżu. Dostajemy pewne wskazówki. Odnajdujemy wskazany budynek na połoninie Brusny, wygląda na ruinę, ale nie jest całkiem tak źle. Część jest zawalona, ale jedno pomieszczenie jest w dobrym stanie, akurat na naszą szóstkę. Widać, że staja jest użytkowana przez turystów. Sterty desek z zawalonej części schowane pod zadaszenie, świeczki i itp.
Wieczorna kuchnia na zewnątrz.
Wkrótce mocny deszcz wygania nas do środka. Będzie padać przez całą noc, oby jutro było lepiej.
C.D.N.

















Odpowiedz z cytatem