Jakoś mieliście szczęście do pograniczników. Jeden "puścił" na Stoha, może nawet plecaków popilnował. Drugi drogę do hotelu wskazał.
Gdy szliśmy prawie tym samym odcinkiem granicy, tylko w przeciwną stronę, pierwszy żołnierz wygonił nas z granicy, choć mieliśmy stosowne papiery. Twierdził, że owszem, możemy tędy iść, ale dolną drogą, poniżej słupów "sistiemy". Mówił do dość groźnie i niedwuznacznie poruszał niesionym kałasznikowem. Był bardzo młody i niewysoki. Ręce i wargi miał czarne od jagód. Bardzo chciał być bardzo ważny.
Drugiego żołnierza spotkaliśmy w wartowni pod Stohem. Był młody i w trampkach. Sprawdził zgłoszenie i paszporty, chyba nawet gdzieś telefonował. Potem ostrzegł, że mamy iść w prawo, w stronę Pop Iwana - w żadnym wypadku w lewo, w stronę granicy. Cóż, oni byli tu gospodarzami ...



Odpowiedz z cytatem