Ja tak kiedyś miałem z Polańską atakując z Wisłoczka. Tak się zamotałem w jarach i stokach, że jakimś cudem ją ominąłem i wylazłem na Polany Surowiczne :). Było to na początku lat dziewięćdziesiątych i to były moje pierwsze kroki stawiane poza szlakami (a miałem tylko mapę PPWIK, która delikatnie mówiąc średnio odwzorowywała rzeźbę terenu :)). Strasznie polubiłem takie łażenie i największą radość sprawia mi właśnie szwendanie się poza szlakami i też jak widzę takie cosie:
to mi żal. I nie tylko na widokowych szczytach ale i tych zalesionych jak wspomniany w Twojej relacji Piotruś. Byłem tam też w czasach prehistorycznych, gdzieś 92 albo 93 rok i żadnych ścieżek, żadnych maziajów na drzewach, po prostu piękny, "dziki" szczyt.
Dzięki za relację. Przez Ciebie będę musiał się wybrać do kilku miejsc :)



:
Odpowiedz z cytatem