a propos Wojtku ! u mnie znowu nie pokazują się Twoje zdjęcia
.. Kończył się kolejny dzień wędrówki po górkach pogranicza beskidzko-bieszczadzkiego. Jak popatrzyłem na miernik to wskazał 23 km wędrówki , ale nie to było kresem, tylko dzień się skończył znaczy ciemność.
Idąc przez Komańczę zobaczyliśmy tablicę reklamową zachęcającą do noclegu. Po wykonaniu wskazanego telefonu lądujemy we wiacie na podwórku sołtysa
.
przyb02.jpg
.
No nie .....z takimi butami nie będziemy ładować się do środka.
Jakoś udało się ogarnąć i gospodarz wpuścił nas na pokoje, które znajdowały się na poddaszu, po pokonaniu krętych schodów.
Warunki turystyczne, ale nam to odpowiada, trzeba tylko odreagować.
Przez cały mglisty dzień miałem nadzieję, że nadziejemy się na ekipę forum.npm która miała się szwędać w tych okolicach, w tym samym czasie.
Niestety , przez cały dzień nikogo nie wypatrzyliśmy. Może wieczorny clubbing przyniesie rezultaty ?
Część załogi zaległa , a reszta ruszyła w tango po Komańczy .
Okazało się jednak ,że ten rejon Bieszczadów jest najbardziej dziki w całych Bieszczadach i nie oczekuje najazdu turystów. Przypomnę że to była sobota - łikend 11-listopada.
To, że bar Wanda już nie działa (niestety) ,to wiedzieliśmy, więc nasze kroki poszły w stronę pizderni Enenu, a tu supiza !
Zamknięte i nieczynne, ciemno . Kominek oczywiście też, nie pozostało nic innego jak odnaleźć jedyny punkt życia w Komańczy, czyli sklep Delikatesy Centrum .
Dobra nasza , jest otwarte. Robimy zakupy ( bo jutro zamknięta niedziela , a potem święto narodowe) i dzwonie do Kulczyka ...hej Gdzie jesteście ?
i słyszę ... przybywajcie , bo my jesteśmy w trakcie
Przybyłem więc do ich bazy , aby połączyć siły dwóch forumów, mających wspólnotę osób.
Myślę jednak ,że oni stanowią większą siłę niż forum bieszczadzkie , byli w większej ilości i w lepszym stanie kondycyjnym niż nasz załoga
Wróciłem do swoich i dowiedziałem się że część jutro z rana wraca w domowe pielesze , ot taka rozkładówka
Poturlaliśmy się mimo przeszkód wodnych jaki zapodał nam w następny dzień
.
przy03.jpg
.
a potem sprawdziliśmy jak to Wojtek błądził na tak prostej drodze przez Rzepedkę
.
przyb04.jpg
.
Schodząc w w dół , niczym konie dorżkarskie zeszliśmy betonówką (zamiast skrótem połonninym) i wylądowaliśmy na stacji Szczawne-Kulaszne
(gdzie cała eskapada się zaczęła i zakończyła)
Ten pojazd ostatni raz w tym roku jechał do Rzeszowa.
.
przyb05.jpg
.
Koniec opowieści



Odpowiedz z cytatem
) dla wiekszości to pobyt w Niskim raz w roku i ciekawsze dla niech były np. wampiry w Jaworniku i wieloryb z Rzepedki dlatego nie prowadziłem w ich krzaczory.
