Kolejny wyjazd w te strony nastapił po roku.
Tym razem do planu dokładam Podhale i zaczynam jak Ilicz w Poroninie. Przypuszczam , że on dojechał furką bezproblemowo ja przez korki wychodzę z nerw i wysiadam jeszcze przed przystankiem dochodząc do wniosku , że pieszo będzie szybciej. Nastepnie niespiesznie kieruje sie na wschód.
Koślowa Grapa.



Gliczarów Górny.



Wiekszość trasy to asfalt.
Kosciół w Bukowinie.





W Czarnej Górze przechodzę na prawy brzeg Białki witany tradycyjnie przez ciekawą młodzież cygańską i znów jestem na Spiszu.
Jurgów - kościół i straż pożarna.







Rzuca sie w oczy napis na remizie. Możliwe , że to pamiątka po czasach Tiso - budynek wybudowano w 1943 roku.
Pozostało doczłapać znów asfaltem do Łapszanki.



Dla odmiany tym razem agro w Łapszance (przy dzwonnicy) bedzie bazą wypadową.