...jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie...
...jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie...
Nostalgia nostalgią, ale może uzasadniłbyś w końcu zakwestionowanie rzetelności wspomnieniowej relacji Studzińskiego:
Zaczął to rozkminiać luki:
A Ty jakoś spasowałeś. Chyba nie rzucasz słów na wiatr?...
https://www.youtube.com/watch?v=Yl350iAFr8Y
Pozdrawiam jesiennie
Tom
Cześć Tomnatyk,
zarobiony jestem stad brak odpowiedzi. W międzyczasie jak przeczytałem Twoje zapytanie ponownie wgłębiłem się w opowiadanie i poniekąd "czyhając na błąd" przeryłem jeszcze raz całość, w oryginale, z Płaju. Powiem tak.. Wycofuję się z mojego podejrzenia. To wszystko się wzięło z niesamowitej pustki i dalekości miejsc, odległości tam i zimy... Będac tam w trójkę, majac porządne mapy, gpsa, znając teren po prostu naszły mnie te waptliowści. Co do słupa 56 to trzeba to wziąć że się pomylił i miał na myśli 53/54. Życie. Generalnie jest więcej punktów które każa pomyśleć - no w mordę jeża, nie będąc tam na miejscu nie mógłby tego opisać. Takim meijscem jest Przełęcz Łostuńska, okolice Bałtagulu, kopalni Manganu na Prełucznym, widoku na klauzę Arcyksięcia Rudolfa.
Oczywiście we współczesnych realiach zastanawiam się po kiego wała wracał z powrotem do schroniska AZS :D ale w 1938 Szybene na pewno było zapuszczona wioska na końcu świata i prościej było pewnie mu przez schronisko jakoś się ewakuować. Ale pytania pozostaną - może nigdy nie dowiemy się jak potem wycofał się Studziński do cywilizacji...
Na końcu opowiadania "Kurniawa w Karpatach" trafia się wspomnienie o płk Ziętkiewiczu który razem z żołnierzami też zawitał do schroniska AZS gdy Studziński kończył swój rajd. Ziętkiewicz namówił Studzińskiego by opowiedział o swoich przygodach, a następnie by opisał opowiadania do "Sport Szkolny" i w Kurniawie Studziński wspomina że ukazał się ten tekst na wiosnę 1938. Teraz w dobie internetu i archiwów zajęło mi nie za dużo czasu dorwać się do tamtych pism i …..
faktycznie, w kwietniu i maju w pięciu kolejnych czasopismach ukazało się opowiadanie "Na szczytach Kurniawa" Jest tam zakres tylko tej ostatniej "kulminacyjnej" nocy.
Te wywody bardzo prosto prowadza do słynnego tekstu o tym że na próżno szukamy jagiellońskiej granicy i że zagubimy się w datach.....
Reasumujac - nie mam powodu by myśleć że Studziński tego nie zrobił. Trzeba mocno wziąć pod uwagę że wysportowany żołnierz z 1938 to nie to co my - cały rok za biurkiem przed kompem….
- - - Updated - - -
Nie mogę podłączyć tutaj pdfu z opowiadaniem (połączyłem z pięciu wydań). Jeżeli ktoś chce to zapraszam na priv - prześlę mailem, lub sami poszukajcie, "Sport szkolny", rok 1938, numer 30/31-32-33-34-35 (pierwszy numer podwójny).
Piotrek
"There is no such thing like too much snow" - Doug Coombs
Czołem Wyrypiarzu! Miło będzie sobie pogawędzić rocznicowo o wyczynie Studzińskiego, bo finiszował na "pętelce" właśnie w ostatnich dniach roku. Jedno zastrzeżenie na początek: skitura wieloosobowej ekipy współcześnie nie ma, bo mieć nie może, pełnej i miarodajnej analogii do wyczynu samotnika przed 80 laty. Nie dlatego, że wyruszyłeś "zza biurka", bo Ty akurat jesteś chyba wybiegany przez okrągły rok, nie?Natomiast zasadnicze różnice są w warunkach nawigacji i pokonywania górskich przestrzeni zimą. W zespole zmienialiście się na prowadzaniu, torując w głębszym śniegu. Warunki pogodowe i śnieżne niemal nigdy (poza wiosennymi firnami i betonami) nie będą analogiczne, a wystarczy jeden dłuższy etap w kopnym śniegu, albo łamliwej szreni bądź gipsie w zaspach, żeby wykończyć samotnika. Przy nawigacji musiał polegać tylko na własnym nosie. W zespole można korygować wzajemnie błędy w ustalaniu położenia czy wyborze kierunku, trasy zjazdu itd. Miał nad Wami przewagę w obciążeniu, idąc na lekko. Ale kosztem bazowania na schroniskach, do których musiał trafić po ciemku. Biwak bez śpiwora przeżył jedynie dzięki przypadkowi - wpadł w naturalną jamę śnieżną w głębokiej kosówce.
Nie spisał relacji na gorąco, po powrocie z gór, lecz po latach - wspomnieniowo. Pytanie: czy wspomagał się WiGowską "setką"? Przejawiał zamiłowanie do tych map. Gdyby miał je przed oczyma, to na pewno nie pomyliłby szczytu Hnitesy z najdalszym punktem terytorium II RP. Czyli jednak chyba konfabulacja, bo nie wspomina zjazdu z Hnitesy na Styniszorę z rumuńską pikietą tuż pod grzbietem, ani tym bardziej powrotu z niej (do Menczila nie zjeżdżał, bo to byłoby karkołomne przedsięwziecie).
Zaplanował sobie "pętelkę" ze schroniska Ziemblica, któremu podał chyba datę powrotu. Dlatego pociągnął z Szybenego z powrotem w Czarnohorę, ale przeliczył się z siłami i kurniawa go zaskoczyła. W Szybenem mógłby przenocować choćby w strażnicy KOP, albo zjechać do Jawornika do leśniczówki. Generalnie odwrót doliną Czarnego Czeremoszu zimą byłby bezpieczniejszy, ale logistycznie o wiele bardziej kłopotliwy, niż przez Czarnohorę do kolejki na Foreszczence i kolei w Worochcie.
Dotarłem do wersji drukowanej lata temu. Ziętkiewicza interesował aspekt surwiwalowy nocnej przygody Studzińskiego pod Smotercem, a nie przebieg samej jego tury po Czywczynach i Hryniawach. Wspomnieniową relację z przejścia spisał i opublikował po wojnie, i to z problemami. Pytanie, czy zachowały się w schedzie po nim jakieś maszyno- czy rękopisy tego tekstu?
Nie przesadzajmy! Czasy Jagiellonów to jednak ciut dawniej, niż międzywojnie. Choć z drugiej strony autorowi tego słynnego tekstu zwidziały się kamienne słupki nad granicznym Menczilem... Licentia poetica płatała tam różne figle.
Pozdrawiam
Tom
:) Witaj :)
Widzisz - i chyba z tego się to wzięło - będąc tam na miejscu w Kurniawie i przy braku widoczności przez prawie cały wyjazd w głowie zaczęły kołatać "kurdę, jak On to zrobił" Ja wiem że miał dużo trudniej, to bez dwóch zdań. Wiem też że w lutym bez wsparcia kolegów sam bym tego nie zrobił. Bo co zespół to zespół. Chociażby psychicznie... Lub - jak przełożę nasze huraganowe warunki od Pohanego Misca do Popa i sobie wyobrażę że sam miałbym tak nockę spędzić bez żadnego sprzętu (trzeba przyjać że był bardziej niż słabo ubrany Studziński) - to z tych wszystkich myśli zrodziła się wątpliwość. I cały czas musiałem się korygować - nie porównuj się drogi pracowniku korporacji XXI wieku do żołnierza IIRP :)
No tak, nie mógł być na dole na Styniszorze. Zapamiętałby ten zjazd hehe że hej... A powiedz, masz jakieś bliższe info gdzie ta rumuńska pikieta mogła być? NMie mogłem tego na WIGach znaleźć.
I tu się kłania temat wizyty u syna Studzińskiego... Ostatnia osoba która może nam cokolwiek wyjaśnić jeżeli w ogóle..
Nie mam pojęcia... :(
"There is no such thing like too much snow" - Doug Coombs
Super fota, piękny kadr, gratulacje :)
Wspomniane powyżej opowiadanie Studzińskiego, załączam na prośbę Petefijalkowskiego.
Czterech panów B.
Witam, składam wyrazy uznania za trafne objaśnienie znaczenia nazwy "Gropa". Jednak dotyczy ona niewielkiej połoniny na pn.-wsch. zboczu Hnitesy. Zastanawiające, dlaczego Studziński wymienia właśnie ją, utożsamiając z wielką połoniną Palenicy? Nazwa "Gropa" na Hnitesie figuruje tylko na "setce" WIG. Gdyby z niej korzystał to przecież nie popełniłby tak rażącej pomyłki i wymienił Palenicę. Nazwę "Gropa" musiał podać z pamięci. Gdzie się z nią zetknął, czy niedokładnie zapamiętał jej umiejscowienie, czy je zapomniał? - tego się już nie dowiemy. Mógł ją wziąć w terenie od Hucułów (drwali nad Bałtagułem?). W piśmiennictwie turystycznym nie występuje. Kojarzę ją jedynie z prac naukowych.
Odległość słupa 56 od Palenicy mógł przypadkowo oszacować z dużą dokładnością, ewentualnie pomierzyć na mapie przeglądowej 1:300 tys. Stanowiła ona podkład kartograficzny do szkicowej mapki w "Płaju", w której znać rękę PiTeRa, czyli kartografa P. Kamińskiego. Trasę Studzińskiego naniósł zapewne PiTeR, zresztą w paru miejscach zupełnie błędnie (Popadyniec, Jawornik-Szybene). Zgodnie z relacją Studzińskiego, lecz zarazem mylnie umiejscowił też nazwę "Gropa" na Palenicy. Nie wiadomo, czy Studziński w ogóle widział tę mapkę przed publikacją. (Nawet z autorskimi mapami w "Płąju" działy się różne "cuda"). W każdym razie nie miała, bo mieć nie mogła, żadnej dla niego wartości źródłowej. Jest wytworem całkowicie wtórnym w stosunku do jego wspomnieniowej relacji. Na "trzysetce" nie było numerowania słupków. Numer "56" zaznaczył autor mapki za relacją Studzińskiego.
Zjazd na Styniszorę przez połoninę Gropę pn.-wsch. zboczami Hnitesy trudno uznać za "karkołomny". Ale brak wzmianki o zjeździe faktycznie budzi kontrowersje. Grzbietem zapewne nie zjeżdżał, bo poniżej słupa 55 widziałby zabudowania pikiety rumuńskiej (wzmiankuje takową na Kopilaszu), a nie wspomina o żadnych obiektach na grzbiecie i w jego pobliżu, oprócz słupa 56. Dodam, że przy słupie 54 na przedwierzchołku (1762 m) stała wówczas wieżyczka triangulacyjna z pomiarów granicznych (widnieje na znanym zdjęciu z wycieczki Orłowicza, błędnie identyfikowanym przez Kowalika a następnie Wielochę jako ze szczytu Hnitesy). Pisze wyraźnie, że słup 56 "odwiany był przez wichry". Nie było więc na nim śniegu. Nie miałby żadnych trudności z prawidłowym odczytaniem jego numeru. Podążał właśnie do niego - zaznacza: "Niestety, nie mogłem dalej iść". Najdalszym celem wyrypy był bowiem nie sam szczyt Hnitesy, tylko właśnie "cypelek" za nim. Jednak faktycznie z głębokiego siodła Styniszory nie mógł mieć szerokiego widoku. Nie przypisuje mu wybitnej panoramiczności, a jedynie położenie w najszerszym miejscu Karpat: "Dookoła stał zbałwaniony ocean gór". Dopiero kolejne zdanie: "Szczyty ginęły w bladoniebieskiej dali" można z całą pewnością odnieść do widoku oglądanego ze szczytu Hnitesy, przez który przechodził dwukrotnie - do słupa 56 i z powrotem. Nie może to być pamięciowym błędem, bo przecież szczyty pamięta się najlepiej. Najwyraźniej zastosował celowy zabieg literacki, by w tym właśnie punkcie kulminacyjnym całej wędrówki i relacji spotęgować wrażenie rozległości przestrzeni górskiej.
Wiedza o położeniu słupa 56 w najdalszym punkcie terytorium II RP nad źródliskami Menczila była w latach 30. ogólnie dostępna w druku. Przed wyrypą Studziński z pewnością korzystał z przewodników turystycznych po Huculszczyźnie - Gąsiorowskiego, a być może też "od Hnitesy po Rogoze". Ale nie zaczerpnął z niego numeru słupa "56", bo przecież nie umiejscowił go błędnie na szczycie Hnitesy, lecz za nią. Trudności z czytaniem wojskowych map topograficznych na pewno nie miał, jako że kształcił się na inżyniera i odbywał techniczne przeszkolenie wojskowe na podchorążówce.
Korzystam z własnych wypisów form tej nazwy, ale oczywiście dla porządku sprawdziłem też wykaz z artykułu Warakomskiego. Podał tę formę tylko z Rehmana. Nie uwzględnił w ogóle wcześniejszego zestawienia form owej nazwy z lat tuż przed- i powojennych, w którym figuruje m.in. "Hniatysia". Pomija, że u Rehmana jest to efemeryda obok innej częstszej formy. Lektura tego artykułu nie pomogła zatem ustalić źródła owej formy u Studzińskiego. Uważam, że nie zaczerpnął jej z żadnej publikacji, lecz najprawdopodobniej zasłyszał u Hucułów (drwali nad Bałtagułem?).
Reasumując, przy obecnym stanie wiedzy o wyrypie Studzińskiego i powstaniu jego relacji oraz wspomnień, nie da się pewnie wytypować z jakich źródeł piśmienniczych korzystał przy ich spisywaniu. Z kartograficznych na pewno można wyeliminować "setki" WIG. Nie sposób też miarodajnie zakwestionować wiarygodności najbardziej enigmatycznego fragmentu jego relacji z rejonu Hnitesy. Znaki zapytania jednak pozostają.
PS. Tematem „jagiellońskiej granicy” zajmuję się niepublikacyjnie.
Dziękuje za wyrazy uznania.
Najwyraźniej więc jednak z „setki” WIG nie korzystał ani przy pisaniu wspomnień, ani w trakcie samej wyrypy, a przynajmniej w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r. , bo tam zaznaczone jest schronisko na Popadyńcu o którego istnieniu Studziński nie miał pojęcia. Ale z wiarygodnością relacji Studzińskiego, a konkretnie z kwestią – był czy nie był przy słupku nr 56 jest jeszcze co najmniej jeden problem (jeśli nie potraktujemy jednak jego relacji odnośnie wizyty w najdalszym zakątku II RP jako licentia poetica) – czas. Jeśli założymy bowiem, że był w siodle Styniszory, to nasze podejrzenia wzbudzić musi automatycznie godzina osiągnięcia tego najdalej na południe posadowionego polskiego słupa granicznego podana przez pana Tadeusza: „do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem o godzinie piętnastej i stałem na nim przez dłuższą chwilę”. Jeżeli faktycznie Studziński byłby tam o piętnastej, to pamiętajmy, że w grudniu zmrok zapada ok. 16, tak więc (uwzględniając jeszcze ową „dłuższą chwilę”) T. Studziński nie zdążyłby przed zmrokiem nawet osiągnąć wierzchołka Hnitesy, a o taką lekkomyślność w planowaniu bym go nie podejrzewał. Zwróćmy uwagę, że kilka stron wcześniej opisując odcinek ze schroniska pod Pop Iwanem do schroniska pod Kopilaszem podkreśla, jak bardzo wówczas starał się, żeby na trasie nie zastał go mrok. W relacji drogi powrotnej z Hnitesy ani razu nie wspomina o pośpiechu, ani o tym, że na ostatnim odcinku dopadły go ciemności. Myślę więc, że jeżeli jednak dotarł do słupa nr 56, to był tam dużo wcześniej.
Co do nietypowej nazwy Hnitesy użytej przez Studzińskiego, to uważam, że możesz mieć rację sądząc, iż autor zasłyszał ją w terenie od Hucułów, z jednym wszelako zastrzeżeniem – pan Tadeusz zapisał ową formę nazewniczą jako „Hniatysia”, myślę jednak, że Huculi wymawiali to miano twardo – Hnatysja, a więc bez zmiękczenia ni. Zjawisko to, zwane palatalizacją to cecha odróżniająca język polski od m.in. j. ukraińskiego (co prawda nie obejmuje ona wszystkich polskich gwar, np. na Kujawach palatalizacja nie nastąpiła i wymawia się niespalatalizowane, twarde k’, g’ itd., np. kedyś w miejsce ogólnopolskiego kiedyś), tak więc Hnatysia została Hniatysią prawdopodobnie dopiero w zapisie u Studzińskiego. W nazwie tej nie ma zresztą nic nietypowego, rumuńska końcówka dzierżawcza -easa jako obca językom słowiańskim bywała zapewne dostosowywana do norm i nawyków językowych ludzi miano z takim sufiksem zapożyczających, stąd w miejsce końcówki dzierżawczej mamy „spieszczenie”, analogicznie jak w imionach np. Wasia, Marusia (personifikacja nazwy?).
P.S. Sprawdziłem, oczywiście mapki takiej, jak w siódmym numerze „Płaju” nie ma w przewodniku Olszańskiego i Rymarowicza, coś podobnego, ale w dużo mniejszej skali jest jedynie u Ossendowskiego w jego „Huculszczyźnie” (mapka obejmująca jednak dużo większy szmat terenu, bo z Czarnohorą i przyległościami i ze znacznie uboższą toponimią).
Ostatnio edytowane przez luki_ ; 09-01-2021 o 15:26
Gratuluję spostrzegawczości! Faktycznie Studziński nie byłby w stanie po godz. 15. powrócić od słupa 56 przez Hnitesę na Palenicę i jeszcze za dnia zjechać do Bałtagułu. Zatem musiał dotrzeć na Styniszorę co najmniej o 1-1,5 godz. wcześniej. Że zjechał do doliny Czarnego Czeremoszu za dnia, świadczy napotkanie przezeń huculskich drwali, którzy spuszczali tam drewno ryzami. Nie robiliby tego po ciemku. Takich znaków zapytania przy czasach przejść może być więcej, dlatego zaproponowałem, żeby zestawić parametry jego trasy z danymi współczesnymi.
Wszystko może być tu zmyślone, ale dlaczego Studziński miałby przy tym popełniać tak rażące błędy, jak mylne umiejscowienie połoninki Gropa na Palenicy, albo używać bardzo rzadkiej formy nazwy Hnitesy? Paradoksalnie właśnie te odchyłki od stanu faktycznego i ówczesnego turystycznego uzusu nazewniczego świadczą na korzyść wiarygodności autora relacji - pomimo innych rozbieżności, jak choćby czas przejścia.
Nie tylko "pan Tadeusz", bo i Rehman, a także współczesny "panu Tadeuszowi" badacz-terenowiec. Co do fonetycznej postaci tej formy, jaką usłyszał Studziński, trudno się wypowiadać. Odnotowano w obiegu kilka odmian wymowy tej nazwy przez Hucułów i nawet spierano się o właściwą. Huculszczyzna nie była obszarem jednorodnym językowo, istniały spore różnice dialektologiczne. Nie sposób rozstrzygnąć na ile wiernie oddano w zapisie fonetykę.
Owszem, jest tam zaznaczone schronisko, ale na połoninie Popadii, przez którą zjechał do Popadyńca. Było ono już wówczas w ruinie (nie ma go na II wydaniu tej mapy z 1938, a jest właśnie w Popadyńcu).
Trudno, żeby była, skoro "Powroty w Czarnohorę" sięgają jedynie po Burkut i Stoha, ale na str. 151 znajdziesz mapkę o bardzo podobnym stylu kreślenia i liternictwa. Wyszła bowiem również spod tej samej ręki PiTeRa. Jeśli zaś koniecznie chcesz porównać sporządzony przez niego wyrys z "trzysetki" tego samego obszaru, to zajrzyj do "Płaju" nr 3. Nie wniesie to jednak nic nowego do naszych rozważań.
Ostatnio edytowane przez Tomnatyk ; 09-01-2021 o 22:53
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)