Witaj Tomnatyk,

Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
Nie utożsamia też najdalszego południowego punktu terytorium II RP z kulminacją Hnitesy, pisząc jednoznacznie: "do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem...", a od słupa 56 wrócił się własnym śladem 4 km "do płaskich połonin Gropy" czyli Palenicy, by rozpocząć zjazd w źródliskowe zwory Czarnego Czeremoszu. Faktycznie taki właśnie dystans dzieli słupa 56 od Palenicy! Dlaczego jednak nie wspomniał o zjeździe na Styniszorę? Jeśli szusował przez połoninę Gropę na pn.-wsch. zboczach Hnitesy, to nie mógł widzieć rumuńskiej pikiety za grzbietem granicznym poniżej słupa 55. Tak więc ten enigmatyczny fragment wspomnieniowej relacji Studzińskiego może tylko pozornie wyglądać na "czystą konfabulację".
odległość się zgadza, lecz Studziński obliczył ją prawdopodobnie na podstawie skali mapy WIG, natomiast zastanawia ten brak wspomnienia o karkołomnym zjeździe z grzbietu w dół na przełęcz. Nie zgadza się też opis – w szczególności to, iż autor miał widok na „zbałwaniony ocean gór” dookoła. Czegoś takiego nie ujrzymy z siodła Styniszory (nawet biorąc pod uwagę inny niż dzisiaj ówczesny stan zalesienia), bo stamtąd widać jedynie coś niecoś na zachód – w głąb doliny Wazeru i na wschód – w stronę Czarnego Działu. Moim zdaniem Tadeusz Studziński stał przy słupie 55, bo stąd miał właśnie widok na „wysoki dział pomiędzy dorzeczami Cisy i Prutu” prowadzący dalej na południe, który to grzbiet jednak nie przesłaniał mu owej „dookolnej” panoramy całkowicie, gdyż z tamtego miejsca widoczne są chociażby i Rodniany z Pietrosulem i Suchardy z Omulem - czyli opis autora bardziej odpowiada obrazowi tego, co można zobaczyć spod słupka 55, niż 56 (co do nr słupa, to ten mógł być wówczas po prostu przesłonięty grubą warstwą śniegu i lodu). Nie chcąc się jednak powtarzać, nadal uważam, że autor nie konfabulował, a jedynie po latach odtwarzał z pamięci swą trasę - skąd mógł Studziński wiedzieć, że najdalej na południe wysunięty polski słupek posadowiony był głęboko w dolinie - rozszyfrowanie tego nawet na podstawie mapy WIG jest utrudnione, jeśli nie niemożliwe (o czym wspominałem w swoim poprzednim poście), a przecież wiedzy na ten temat nie mógł czerpać jak my współcześnie z forów i blogów internetowych, a nieliczne wzmianki w literaturze o tym fakcie traktujące mogły być mu po prostu nieznane. Natomiast pisząc swoje wspomnienia, mógł także posługiwać się ową mapką, zamieszczoną w „Płaju” na końcu swego opowiadania (o czym świadczy umieszczenie na niej oronimu Gropa w miejscu Palenicy). Jest to (o ile się nie mylę) ta sama mapa, która była dołączona do książki „Powroty w Czarnohorę” autorstwa Marka Olszańskiego i Leszka Rymarowicza (sprawdzę w domu), ale jej pochodzenie nie jest mi znane – w zasadzie z „płajowej” wersji opowiadania pana Tadeusza nie wynika, czy szlak swej marszruty autor nanosił na nią sam, czy raczej zrobił to ktoś z redakcji Płaju”. Jeśli to jednak rysunek jego autorstwa pojawił się na załączonej mapce, to wiele by to tłumaczyło – rozwiązuje się zagadka Gropy (bo taki oronim jest tam w miejscu Palenicy), a z kolei odległość pomiędzy słupkiem 56 a ową „Gropą” też mógł obliczyć na podstawie skali tej mapy, lub mapy WiG (jako żołnierz nie miał z tym zapewne żadnego problemu) – co więcej, ten ostatni fakt (czyli podanie dokładnej odległości w kilometrach i to mimo upływu wielu lat) już sam w sobie może stanowić argument e silentio za tym, że przy pisaniu wspomnień Studziński posługiwał się jakąś mapą. Także sam numer słupka zaczerpnął zapewne z mapki, albo z owego „Krótkiego przewodnika po Huculszczyźnie” o którym wspominałeś. Co do nietypowego imienia Hnitesy, jakim posłużył się Studziński („Hniatysia”) to (oprócz koncepcji wysuniętej przez Ciebie, iż taką nazwę, jako używaną wówczas „w terenie” mógł zapamiętać ze swej wyprawy) na pewno warto przeanalizować także, czy aby wersja taka nie figuruje gdzieś w spisie mian Hnitesy zebranych przez Jerzego Warakomskiego i zamieszczonych w „Płaju” (bodajże nr 42) w artykule pt. Imię góry. Panorama Hnitesy od strony językowej - podane są tam różnorakie wersje nazewnicze tego szczytu wraz ze źródłami do których udało się autorowi dotrzeć począwszy od Josephinische Landesaufnahme, czyli od II poł. XVIII wieku aż po czasy współczesne – lektura tego tekstu może więc prawdopodobnie pomóc w wytypowaniu „pomocy naukowych” jakimi ewentualnie posługiwał się Studziński przy pisaniu swych wspomnień.

Cytat Zamieszczone przez Petefijalkowski Zobacz posta
Te wywody bardzo prosto prowadza do słynnego tekstu o tym że na próżno szukamy jagiellońskiej granicy i że zagubimy się w datach.....
Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
Nie przesadzajmy! Czasy Jagiellonów to jednak ciut dawniej, niż międzywojnie. Choć z drugiej strony autorowi tego słynnego tekstu zwidziały się kamienne słupki nad granicznym Menczilem... Licentia poetica płatała tam różne figle.
A propos „jagiellońskiej granicy” - to czy od czasu publikacji w trzech kolejnych numerach „Wierchów” (z lat 2005 - 2007) pracowałeś jeszcze dalej nad zagadnieniem historii „Rozrogów”?

Pozdrawiam
Luki