Dziękuje za wyrazy uznania.
Najwyraźniej więc jednak z „setki” WIG nie korzystał ani przy pisaniu wspomnień, ani w trakcie samej wyrypy, a przynajmniej w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r. , bo tam zaznaczone jest schronisko na Popadyńcu o którego istnieniu Studziński nie miał pojęcia. Ale z wiarygodnością relacji Studzińskiego, a konkretnie z kwestią – był czy nie był przy słupku nr 56 jest jeszcze co najmniej jeden problem (jeśli nie potraktujemy jednak jego relacji odnośnie wizyty w najdalszym zakątku II RP jako licentia poetica) – czas. Jeśli założymy bowiem, że był w siodle Styniszory, to nasze podejrzenia wzbudzić musi automatycznie godzina osiągnięcia tego najdalej na południe posadowionego polskiego słupa granicznego podana przez pana Tadeusza: „do południowego cypelka granicznego za Hniatysią doszedłem o godzinie piętnastej i stałem na nim przez dłuższą chwilę”. Jeżeli faktycznie Studziński byłby tam o piętnastej, to pamiętajmy, że w grudniu zmrok zapada ok. 16, tak więc (uwzględniając jeszcze ową „dłuższą chwilę”) T. Studziński nie zdążyłby przed zmrokiem nawet osiągnąć wierzchołka Hnitesy, a o taką lekkomyślność w planowaniu bym go nie podejrzewał. Zwróćmy uwagę, że kilka stron wcześniej opisując odcinek ze schroniska pod Pop Iwanem do schroniska pod Kopilaszem podkreśla, jak bardzo wówczas starał się, żeby na trasie nie zastał go mrok. W relacji drogi powrotnej z Hnitesy ani razu nie wspomina o pośpiechu, ani o tym, że na ostatnim odcinku dopadły go ciemności. Myślę więc, że jeżeli jednak dotarł do słupa nr 56, to był tam dużo wcześniej.
Co do nietypowej nazwy Hnitesy użytej przez Studzińskiego, to uważam, że możesz mieć rację sądząc, iż autor zasłyszał ją w terenie od Hucułów, z jednym wszelako zastrzeżeniem – pan Tadeusz zapisał ową formę nazewniczą jako „Hniatysia”, myślę jednak, że Huculi wymawiali to miano twardo – Hnatysja, a więc bez zmiękczenia ni. Zjawisko to, zwane palatalizacją to cecha odróżniająca język polski od m.in. j. ukraińskiego (co prawda nie obejmuje ona wszystkich polskich gwar, np. na Kujawach palatalizacja nie nastąpiła i wymawia się niespalatalizowane, twarde k’, g’ itd., np. kedyś w miejsce ogólnopolskiego kiedyś), tak więc Hnatysia została Hniatysią prawdopodobnie dopiero w zapisie u Studzińskiego. W nazwie tej nie ma zresztą nic nietypowego, rumuńska końcówka dzierżawcza -easa jako obca językom słowiańskim bywała zapewne dostosowywana do norm i nawyków językowych ludzi miano z takim sufiksem zapożyczających, stąd w miejsce końcówki dzierżawczej mamy „spieszczenie”, analogicznie jak w imionach np. Wasia, Marusia (personifikacja nazwy?).
P.S. Sprawdziłem, oczywiście mapki takiej, jak w siódmym numerze „Płaju” nie ma w przewodniku Olszańskiego i Rymarowicza, coś podobnego, ale w dużo mniejszej skali jest jedynie u Ossendowskiego w jego „Huculszczyźnie” (mapka obejmująca jednak dużo większy szmat terenu, bo z Czarnohorą i przyległościami i ze znacznie uboższą toponimią).



Odpowiedz z cytatem