Jest tam konturowa mapka całego Pokucia. Na schematyczną grzbietówkę nie mieli miejsca nawet dla samej Czarnohory (por. format "Powrotów..." i "Płaju"). Takie mapki m.in. dla rejonu Hnitesy-Kreczeli są w przewodniku SKPB po Karpatach Marmaroskich. Ale mniejsza o to. Ważne, że "Płajowa" mapka będąca wyrysem PiTeRa z "trzysteki" nie ma wartości źródłowej. Nie wyszła spod ręki Studzińskiego, ani nie zaznaczono jej autoryzacji przez niego.
Oczywiście, że jest to forma grzecznościowa dopuszczalna zarówno w Internecie, jak też w publikacjach naukowych. Nie mam co do jej stosowności w Twoim poście najmniejszych zastrzeżeń. Niepotrzebnie się sumitujesz.
Huculszczyzna należy wprawdzie do "obszaru ukraińskojęzycznego", ale o starszym podkładzie wołoskojęzycznym i różnych naleciałościach m.in. polskojęzycznych. Przyjmuje się nawet, że pierwotnie istniał tam bilingwizm. Weź więc proszę pod uwagę cechy fonetyczne (brak palatalizacji) z rumuńskiego pogranicza językowego. Może twarda wymowa spółgłosek zanikała w dialekcie wschodniohuculskim?
Owszem, mógł ją równie dobrze przejąć za pośrednictwem Polaków zasiedziałych na Huculszczyźnie. Huculscy drwale nad Bałtagułem byli jednak pierwszymi (ale nie jedynymi) autochtonicznymi informatorami, którzy mogli mu tę nazwę podać in situ razem z Gropą. Pewności co do tego nigdy jednak mieć nie będziemy. Ważne, że jest to forma bardzo rzadka wówczas w polskim piśmiennictwie, a w ogóle nie występująca na mapach.
Winkiel graniczny poza ramką znajduje się w prawym dolnym rogu karty. Trzeba by nie lada sztuki, żeby go przetrzeć (musiałby składać mapę w harmonijkę szerokości paru cm). O wiele łatwiej urwać róg karty. Ale mniejsza o to. Nie wzmiankuje o używaniu mapy w Czywczynach. Pisze tylko o studiowaniu mapy pod Smotercem w feralną noc sylwestrową. Gdyby dysponował „setką” WIG przy spisywaniu wspomnieniowej relacji, to zapewne nie pomyliłby połoninki Gropa z Palenicą, a Hniatysia byłaby prawdopodobnie Hnatasią.
Nie twierdzę, że nie dysponował żadną. Mógł korzystać z różnych map przeglądowych, np. 1:300 tys., na której można łatwo i stosunkowo dokładnie policzyć kilometraże i odczytać współrzędne geograficzne schroniska w Bałtagule.
Bazował na schroniskach, więc mógł bez trudu codziennie korygować wskazania czasomierza, nawet gdyby ten nomen omen chronicznie przyspieszał. Ale godz. 15. na "granicznym cypelku" przy słupie 56 podał mylnie z pamięci. Wiadomo z dalszej relacji, że musiał tam być co najmniej o 1-1,5h wcześniej. Problem w tym, czy i jak to możliwe, żeby spiął dniówkę startując ze schroniska w Popadyńcu?
Zaplanował jako cel wyrypy dotarcie do najdalszego krańca terytorium II RP oznaczonego słupem 56. Pisałem Ci już o tym:
Nie mógłby pomylić numerów słupków w terenie, ani tym bardziej na mapie. Nie miał "setki" WIG z Czywczynów, ani nie korzystał z niej przy spisywaniu relacji.
Wykluczone. Zabudowania pikiety były tuż przy grzbiecie i widziałby je jak na dłoni.
Nie sposób zapomnieć tak długiego zjazdu i podejścia. Brak choćby paru słów o zjeździe to największa zagadka całej relacji. Mogli ją z pewnością wyjaśnić u źródła redaktorzy "Płaju", ale nie zapytali Autora i jesteśmy skazani jedynie na spekulacje i domysły. Celowo albo przypadkowo pominął zjazd, kontaminując wzmianki o widoku z Hnitesy na "zbałwaniony ocean gór" z miejscem słupa 56 na Styniszorze. To jedyne logiczne wytłumaczenie, jakie się nasuwa.
Przy zliczaniu kilometraży musiał używać stosunkowo dokładnej mapy przeglądowej, a taką była np. mapa 1:300 tys. Spośród innych map małoskalowych trudno miarodajnie typować. W relacji wspomnieniowej nie widać żadnych śladów korzystania z literatury turystycznej, a w szczególności przewodnikowej. Jedno jest pewne: słup 56 oglądał Studziński za Hnitesą, więc nie opierał się na opisie z „Krótkiego przewodnika po Huculszczyźnie".



Odpowiedz z cytatem