Albo ja opacznie zrozumiałem Twoje słowa, albo była w nich jednak odrobina sarkazmu. Jeśli to pierwsze - to niniejszym tym właśnie „sumituję się” ;-) .
Dokładnie napisałem tak (cytowałem z pamięci, ale sens ten sam): „Opis poszukiwań schroniska pod Popadią wskazuje na coś przeciwnego – musiał dysponować „setką” arkusz „Burkut” z 1932 r, bo tam – jak zresztą sam zauważyłeś - jest zaznaczone właśnie to schronisko (nie ma co do tego zresztą wątpliwości, bo Studziński podał to literalnie: „na mapie było oznaczone schronisko pod Popadią”).”
Jeśli koniecznie chcesz, to mogę swoją wypowiedź „uładzić” w sposób następujący: „Sądziłem początkowo, że Studziński nie miał ze sobą mapy WIG arkusz Burkut z 1932 roku, ale pomyłka moja wynikła z faktu, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 roku, którego z kolei pan Tadeusz nie mógł mieć z oczywistych względów w trakcie wyrypy. Miał za to zapewne właśnie arkusz z 1932 roku, na którym to zaznaczone jest schronisko po Popadią, którego poszukiwał Studziński, a które – co wynika z relacji autora – było już wówczas w ruinie. Natomiast na mapie tej nie było zaznaczonego schroniska nad Popadyńcem (bo w 1932 roku jeszcze nie istniało), na które Studziński trafił przypadkiem (kierując się doliną Popadyńca do gajówki Stefulec w dolinie Czarnego Czeremoszu)”.
Nie zakwestionowałem niczego z „absolutną pewnością” a jedynie zaskoczyło mnie, że zakładasz, iż w schroniskach Gór Czywczyńskich i Hryniawskich mogły być zegary. To, że Huculi przemycali na dużą skalę budziki to jedno, a to, że budzików (bądź zegarków) używali, to drugie (oczywiście nie staram się swojej opinii w tym względzie rozciągnąć na całą Huculszczyznę, zapewne co bardziej „oświeceni” członkowie tej grupy etnograficznej w międzywojniu już zegarkami się posługiwali). Pamiętam jednak opis (oczywiście o wiek starszy niż ten czas, o którym tu rozmawiamy) zdaje się, że pióra Wincentego Pola, jaki strach wywołało u towarzyszących jego wyprawie Hucułów okazanie nakręconego zegarka. W międzywojniu wielu mieszkańców Huculszczyzny nadal było zabobonnych (czego przykład daje zresztą sam Studziński w opisie zachowania człowieka gazdującego w schronie na Połoninach Hryniawskich); zresztą w jakim celu miałby posługiwać się zegarkiem samotnie pilnujący schroniska pod Kopilaszem Hucuł, czy cygańska (?) rodzina z Bałtagułu. To już najprędzej o posiadanie zegara podejrzewałbym właściciela nowego schroniska nad Popadyńcem, aczkolwiek w to także wątpię.
Żeby nie być gołosłownym, przytoczę pewien przykład: pamiętam dokładnie opowieści mojego śp. ojca, jak rano udawał się z rodzeństwem przez las na autobus do szkoły na „wyczucie”, bo w całym przysiółku nie było zegara ( to oczywiście nie żaden „miażdżący” dowód na to, że zegarów nie było też w górze doliny Czarnego Czeremoszu), a były to już lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. I żeby nie było nieporozumień - zegara w domu nie było, a były książki i mimo niesprzyjających warunków (jak na dzisiejsze czasy) większości rodzeństwa udało się zdobyć wykształcenie wyższe (uprzedzam ewentualne wątpliwości – bez punktów „za pochodzenie” – mój ojciec został usunięty z liceum po tym, jak wraz z kolegami malował plakaty na święto Konstytucji 3 maja i wpadł w ręce UB (kilka dni przeleżał na węglu w piwnicy budynku Urzędu Bezpieczeństwa) – ojcu się „upiekło” o tyle, że nie miał jeszcze piętnastu lat i skończyło się „tylko” na potępiającym go apelu w szkole. Ale nie było tego złego co by na dobre nie wyszło – mógł bowiem kontynuować naukę, ale na kierunku przydatnym dla władzy ludowej – został więc najpierw felczerem, a następnie ukończył medycynę (ale to już za Gomułki, kiedy na fali popaździernikowej odwilży mógł wreszcie przystąpić do egzaminów wstępnych na studia)).
Ja również i dlatego chciałbym, jeśli pozwolisz, mieć do Ciebie dwa pytania, bo jak sadzę masz w tym względzie najlepszą wiedzę:
- jeśli dobrze rozumiem, to w swoim poprzednim wpisie sugerowałeś, że owo „zielsko stepowe” o którym wspominał pan Tadeusz to odwiane ze śniegu parte szczytowe Palenicy. Jak pogodzić to jednak z faktem, że – według znanych mi zapisów (które zapewne mogą nie odzwierciedlać stanu z lat trzydziestych dwudziestego wieku) owo „olbrzymie cielsko Palenicy” porosłe było w całości „największym w Karpatach” „morzem kosówki”? Czy w latach trzydziestych to „morze” w partiach szczytowych było już wytrzebione?
- Istotną informacją dla naszych rozważań byłoby to, czy „pikieta” rumuńskich „pograniczników” działała także zimą. Bo jeżeli tak, to może to rumuńscy strażnicy nie przepuścili dalej Studzińskiego, a on, z jakichś względów nie wspomniał o tym po latach w swej relacji?




Odpowiedz z cytatem