Panowie, wyprostujcie, jeśli jestem w błędzie bo nie mam doświadczenia na biegówkach, a jedynie na nartach zjazdowych (poprawnie więc mogę oszacować chyba jedynie przybliżony czas zjazdów): Studziński nocował na Popadyńcu, a więc dość nisko w stosunku do grzbietu głównego. Raczej nie wyruszył przed świtem (nawet po własnych śladach), bo tego poranka w dolinach i na szczytach była mgła. O tej porze roku jasno robi się dopiero przed ósmą, tak więc na grani był najprawdopodobniej nie wcześniej niż gdzieś o godzinie 9. Do Łostuńskiej trzeba liczyć kolejną godzinkę (a więc była 10) i dalszą godzinę błądzenia w okolicach przełęczy. Na Pirje wyruszył więc prawdopodobnie ok 11. Tu pytanie – czy możliwe, żeby Studziński do siodła Styniszory dotarł w 2,5 – 3h? (jeśli przyjmiemy, że aby zdążyć przed zmrokiem do doliny Czarnego Czeremoszu, przy słupku nr 56 musiał być ok godziny 13.30 -14). Odcinek po Palenicę – Hnitesę jest głównie pod górę. Co prawda widoczność miał niezłą (pisze, że po południu się poprawiła), ale na pewno przeszkadzał mu dokuczliwy, południowy wiatr.
Na Hnitesę (w ciągu 4 godzin, tak żeby być tam na 15) w tych warunkach to chyba spokojnie mógł dotrzeć, zresztą późniejszy zjazd z Palenicy na Wesnarkę to raptem kilka minut, a stamtąd do doliny Czarnego Czeremoszu to też już szybciutko.
I jeszcze jedno – nie wspomina nic o klauzie Bałtaguł – więc albo jej nie widział, bo było już ciemno (choć z drugiej strony działalność drwali mogła być związana z odbudową klauzy, albo z gromadzeniem drewna na wiosenno - letni spław), albo nie pisał „na gorąco” w lutym 1938 roku i ten szczegół mu uleciał, gdyż nie miał nic o klauzie w odręcznych notatkach (dodam tylko, że klauzy tej nie ma też na arkuszu „Hryniawa” z 1934 r).


Odpowiedz z cytatem