Witam, składam wyrazy uznania za trafne objaśnienie znaczenia nazwy "Gropa". Jednak dotyczy ona niewielkiej połoniny na pn.-wsch. zboczu Hnitesy. Zastanawiające, dlaczego Studziński wymienia właśnie ją, utożsamiając z wielką połoniną Palenicy? Nazwa "Gropa" na Hnitesie figuruje tylko na "setce" WIG. Gdyby z niej korzystał to przecież nie popełniłby tak rażącej pomyłki i wymienił Palenicę. Nazwę "Gropa" musiał podać z pamięci. Gdzie się z nią zetknął, czy niedokładnie zapamiętał jej umiejscowienie, czy je zapomniał? - tego się już nie dowiemy. Mógł ją wziąć w terenie od Hucułów (drwali nad Bałtagułem?). W piśmiennictwie turystycznym nie występuje. Kojarzę ją jedynie z prac naukowych.

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
odległość się zgadza, lecz Studziński obliczył ją prawdopodobnie na podstawie skali mapy WIG [...] pisząc swoje wspomnienia, mógł także posługiwać się ową mapką, zamieszczoną w „Płaju” na końcu swego opowiadania (o czym świadczy umieszczenie na niej oronimu "Gropa" w miejscu Palenicy). [...] jej pochodzenie nie jest mi znane – w zasadzie z „płajowej” wersji opowiadania pana Tadeusza nie wynika, czy szlak swej marszruty autor nanosił na nią sam, czy raczej zrobił to ktoś z redakcji Płaju”. Jeśli to jednak rysunek jego autorstwa pojawił się na załączonej mapce, to wiele by to tłumaczyło – rozwiązuje się zagadka Gropy (bo taki oronim jest tam w miejscu Palenicy), a z kolei odległość pomiędzy słupkiem 56 a ową „Gropą” też mógł obliczyć na podstawie skali tej mapy, lub mapy WiG (jako żołnierz nie miał z tym zapewne żadnego problemu) – co więcej, ten ostatni fakt (czyli podanie dokładnej odległości w kilometrach i to mimo upływu wielu lat) już sam w sobie może stanowić argument e silentio za tym, że przy pisaniu wspomnień Studziński posługiwał się jakąś mapą. Także sam numer słupka zaczerpnął zapewne z mapki
Odległość słupa 56 od Palenicy mógł przypadkowo oszacować z dużą dokładnością, ewentualnie pomierzyć na mapie przeglądowej 1:300 tys. Stanowiła ona podkład kartograficzny do szkicowej mapki w "Płaju", w której znać rękę PiTeRa, czyli kartografa P. Kamińskiego. Trasę Studzińskiego naniósł zapewne PiTeR, zresztą w paru miejscach zupełnie błędnie (Popadyniec, Jawornik-Szybene). Zgodnie z relacją Studzińskiego, lecz zarazem mylnie umiejscowił też nazwę "Gropa" na Palenicy. Nie wiadomo, czy Studziński w ogóle widział tę mapkę przed publikacją. (Nawet z autorskimi mapami w "Płąju" działy się różne "cuda"). W każdym razie nie miała, bo mieć nie mogła, żadnej dla niego wartości źródłowej. Jest wytworem całkowicie wtórnym w stosunku do jego wspomnieniowej relacji. Na "trzysetce" nie było numerowania słupków. Numer "56" zaznaczył autor mapki za relacją Studzińskiego.

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
zastanawia ten brak wspomnienia o karkołomnym zjeździe z grzbietu w dół na przełęcz. Nie zgadza się też opis – w szczególności to, iż autor miał widok na „zbałwaniony ocean gór” dookoła. Czegoś takiego nie ujrzymy z siodła Styniszory (nawet biorąc pod uwagę inny niż dzisiaj ówczesny stan zalesienia), bo stamtąd widać jedynie coś niecoś na zachód – w głąb doliny Wazeru i na wschód – w stronę Czarnego Działu. Moim zdaniem Tadeusz Studziński stał przy słupie 55, bo stąd miał właśnie widok na „wysoki dział pomiędzy dorzeczami Cisy i Prutu” prowadzący dalej na południe, który to grzbiet jednak nie przesłaniał mu owej „dookolnej” panoramy całkowicie, gdyż z tamtego miejsca widoczne są chociażby i Rodniany z Pietrosulem i Suchardy z Omulem - czyli opis autora bardziej odpowiada obrazowi tego, co można zobaczyć spod słupka 55, niż 56 (co do nr słupa, to ten mógł być wówczas po prostu przesłonięty grubą warstwą śniegu i lodu).
Zjazd na Styniszorę przez połoninę Gropę pn.-wsch. zboczami Hnitesy trudno uznać za "karkołomny". Ale brak wzmianki o zjeździe faktycznie budzi kontrowersje. Grzbietem zapewne nie zjeżdżał, bo poniżej słupa 55 widziałby zabudowania pikiety rumuńskiej (wzmiankuje takową na Kopilaszu), a nie wspomina o żadnych obiektach na grzbiecie i w jego pobliżu, oprócz słupa 56. Dodam, że przy słupie 54 na przedwierzchołku (1762 m) stała wówczas wieżyczka triangulacyjna z pomiarów granicznych (widnieje na znanym zdjęciu z wycieczki Orłowicza, błędnie identyfikowanym przez Kowalika a następnie Wielochę jako ze szczytu Hnitesy). Pisze wyraźnie, że słup 56 "odwiany był przez wichry". Nie było więc na nim śniegu. Nie miałby żadnych trudności z prawidłowym odczytaniem jego numeru. Podążał właśnie do niego - zaznacza: "Niestety, nie mogłem dalej iść". Najdalszym celem wyrypy był bowiem nie sam szczyt Hnitesy, tylko właśnie "cypelek" za nim. Jednak faktycznie z głębokiego siodła Styniszory nie mógł mieć szerokiego widoku. Nie przypisuje mu wybitnej panoramiczności, a jedynie położenie w najszerszym miejscu Karpat: "Dookoła stał zbałwaniony ocean gór". Dopiero kolejne zdanie: "Szczyty ginęły w bladoniebieskiej dali" można z całą pewnością odnieść do widoku oglądanego ze szczytu Hnitesy, przez który przechodził dwukrotnie - do słupa 56 i z powrotem. Nie może to być pamięciowym błędem, bo przecież szczyty pamięta się najlepiej. Najwyraźniej zastosował celowy zabieg literacki, by w tym właśnie punkcie kulminacyjnym całej wędrówki i relacji spotęgować wrażenie rozległości przestrzeni górskiej.

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
skąd mógł Studziński wiedzieć, że najdalej na południe wysunięty polski słupek posadowiony był głęboko w dolinie - rozszyfrowanie tego nawet na podstawie mapy WIG jest utrudnione, jeśli nie niemożliwe (o czym wspominałem w swoim poprzednim poście), a przecież wiedzy na ten temat nie mógł czerpać jak my współcześnie z forów i blogów internetowych, a nieliczne wzmianki w literaturze o tym fakcie traktujące mogły być mu po prostu nieznane
Wiedza o położeniu słupa 56 w najdalszym punkcie terytorium II RP nad źródliskami Menczila była w latach 30. ogólnie dostępna w druku. Przed wyrypą Studziński z pewnością korzystał z przewodników turystycznych po Huculszczyźnie - Gąsiorowskiego, a być może też "od Hnitesy po Rogoze". Ale nie zaczerpnął z niego numeru słupa "56", bo przecież nie umiejscowił go błędnie na szczycie Hnitesy, lecz za nią. Trudności z czytaniem wojskowych map topograficznych na pewno nie miał, jako że kształcił się na inżyniera i odbywał techniczne przeszkolenie wojskowe na podchorążówce.

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
Co do nietypowego imienia Hnitesy, jakim posłużył się Studziński („Hniatysia”) to (oprócz koncepcji wysuniętej przez Ciebie, iż taką nazwę, jako używaną wówczas „w terenie” mógł zapamiętać ze swej wyprawy) na pewno warto przeanalizować także, czy aby wersja taka nie figuruje gdzieś w spisie mian Hnitesy zebranych przez Jerzego Warakomskiego i zamieszczonych w „Płaju” (bodajże nr 42) w artykule pt. Imię góry. Panorama Hnitesy od strony językowej- podane są tam różnorakie wersje nazewnicze tego szczytu wraz ze źródłami do których udało się autorowi dotrzeć począwszy od Josephinische Landesaufnahme, czyli od II poł. XVIII wieku aż po czasy współczesne – lektura tego tekstu może więc prawdopodobnie pomóc w wytypowaniu „pomocy naukowych” jakimi ewentualnie posługiwał się Studziński przy pisaniu swych wspomnień
Korzystam z własnych wypisów form tej nazwy, ale oczywiście dla porządku sprawdziłem też wykaz z artykułu Warakomskiego. Podał tę formę tylko z Rehmana. Nie uwzględnił w ogóle wcześniejszego zestawienia form owej nazwy z lat tuż przed- i powojennych, w którym figuruje m.in. "Hniatysia". Pomija, że u Rehmana jest to efemeryda obok innej częstszej formy. Lektura tego artykułu nie pomogła zatem ustalić źródła owej formy u Studzińskiego. Uważam, że nie zaczerpnął jej z żadnej publikacji, lecz najprawdopodobniej zasłyszał u Hucułów (drwali nad Bałtagułem?).

Reasumując, przy obecnym stanie wiedzy o wyrypie Studzińskiego i powstaniu jego relacji oraz wspomnień, nie da się pewnie wytypować z jakich źródeł piśmienniczych korzystał przy ich spisywaniu. Z kartograficznych na pewno można wyeliminować "setki" WIG. Nie sposób też miarodajnie zakwestionować wiarygodności najbardziej enigmatycznego fragmentu jego relacji z rejonu Hnitesy. Znaki zapytania jednak pozostają.

PS. Tematem „jagiellońskiej granicy” zajmuję się niepublikacyjnie.