Pete – sadzę, że pierwowzór tekstu powstał już w I połowie lat pięćdziesiątych XX wieku na konkurs opowiadań turystycznych miesięcznika „Turysta”- tak wynika z kontekstu. Przed wojną opracowany został chyba tylko opis nocy pod Smotrecem, choć, gdyby faktycznie w lutym 1938 roku Studziński napisał także resztę opowiadania, to wystarczająco tłumaczyłoby szczegółowość jego relacji jako pisanej „na gorąco”.
Być może w samym tekście jest też pewna wskazówka niezależna (choć znalazła się dopiero w posłowiu, ale może znajdowała się pierwotnie w samym opowiadaniu), że relacja była pisana w latach pięćdziesiątych – otóż przy okazji opowieści o dniu, w którym to panu Tadeuszowi cudownie udało się przetrwać noc pod Smotrecem i po odespaniu owej nocy w schronisku pod Pop Iwanem, następuje fragment opowiadania, jak to został wysłuchany przez grupę studentów pod przewodem płk. Ziętkiewicza. Pada tam uwaga, że w trakcie rozmowy z pułkownikiem nikt nie palił, i choć jednak „przed wojną palono 10 razy mniej niż obecnie” zrobiło to na autorze niemałe wrażenie. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku palenie powoli zaczęło wychodzić z mody, pojawiły się pierwsze zakazy, nie palono już wówczas np. w kinach itd., sądzę więc, że tę uwagę należy odnieść do stanu z lat pięćdziesiątych XX wieku.
Ale do meritum – pan Tadeusz dosyć dokładnie opisuje swą trasę i w przeciwieństwie do Was miał tego kluczowego dnia widoczność niezłą. Jeśli swą opowieść spisywał jednak dopiero w latach pięćdziesiątych, to niewątpliwie przy pracy musiał posługiwać się jakimiś swymi notatkami (które musiałyby przetrwać wojnę, mimo zagłady jego mieszkania w kamienicy przy Filtrowej), bo skąd by pamiętał, że owego dnia „wiało w prawy policzek”, czy że był na „cypelku za Hniatasią” o godzinie 15 (choć oczywiście nr słupka mógłby podać z jakiegoś przewodnika bądź z mapy). Nie sądzę, żeby były to jakieś szczegółowe zapisy – pewnie każdego dnia wieczorem notował coś tam „na gorąco” w kalendarzyku, np. (czysto hipotetycznie) pod datą 29.12 mógł umieścić coś w rodzaju: „rano mgła – grań odwiana i dmuchało w prawy policzek – od Bałtagułu „step” - ostatni polski słupek nr 56 – na cypelku za Hniatasią o 15 – zjazd z Gropy przez „zielska” do doliny Czarnego Czeremoszu – spotkanie z huculskimi drwalami” (tak lakoniczny zapis wyjaśniałby po części jego pomyłkę z umieszczeniem słupa nr 56 na cyplu za „Hniatasią” i z niemożliwym z tego punktu widokiem). Niektórych opisów Studzińskiego nie sposób wytłumaczyć posługiwaniem się mapą (co zauważył już wcześniej Tomnatyk), ale ze względu na ich szczegółowość nie sposób też uznać, że autor pisał tylko „z pamięci”.
Co do warunków zimą na szlaku – zima w górach to dla mnie nie pierwszyzna i jak dotąd co nieco zdążyłem już o tej porze roku pochodzić (i pozjeżdżać) – także po zmroku, w zadymce itp. dlatego (siedząc co prawda „w fotelu”) staram się wczuć w sytuację i wejść „w skórę” pana Tadeusza oraz objaśnić, dlaczego np. nie napisał nic o tym, że ostatni polski znak graniczny był posadowiony w głębokim siodle, a to wszak „kluczowa” część jego relacji (tzn. wyobrażam sobie, że himalaista po wejściu na Mt. Everest też chciałby akurat ten moment jak najwierniej oddać, tak żeby czytelnicy byli całkowicie pewni, że tam dotarł).
Oczywiście opowieści o widokach z Hnitesy i o „wędrówce śladami Daków” to już późniejszy dodatek autora, napisany w związku z planami wydania opowiadania. Trzeba tylko chyba zwrócić uwagę na fakt, że opisy dotarcia w najdalszy koniuszek naszego kraju, owego „Finis Rei Publicae” mają w sobie coś uniwersalnego – tęsknotę za czymś odległym, podkreślanie piękna oraz szerokiego widoku i osobiste refleksje, np. w ogólnie znanym opisie Władysława Krygowskiego z przewodnika „Od Beskidu Ślaskiego po Bieszczady” padają znamienne słowa o tym, iż „Widok z Halicza nieporównany! (…) Gdziekolwiek zwrócą się oczy – wszędzie grzbiety gór, które nie kończą się, chociaż tu, na Haliczu dobiega końca nasza wędrówka od Beskidu Śląskiego po Bieszczady”. Nie twierdzę oczywiście, że opisy Studzińskiego i Krygowskiego miały na siebie jakiś wpływ. To raczej pewnie Halicz w wizji Krygowskiego (i być może innych autorów) zastąpił przedwojenne „rozrogi”.
P.S. Pozdrowienia i życzenia dalszych "owocnych" kontaktów z synem pana Tadeusza!



Odpowiedz z cytatem