Dzięki, że doceniasz nasze kompetencje do rozpracowania relacji Studzińskiego "zza fotela". Ale jakoś nigdy fotel nie był mi do tego typu rozkminek potrzebny. Niedawno wyszedłem za chałupę rozprostować kości na nartach i to już ze 40 zima, jak na nich zasuwam w górskim terenie. A Góry Czywczyńskie akurat znam z autopsji dość dokładnie, więc możemy podyskutować o konkretach, zamiast się bujać na fotelu.
Pytanie, czy i w jakiej mierze, to Wasze przejście przekłada się na trasę Studzińskiego? On nie miał przecinki sistemy, lecz także o wiele mniej świerkowych zarośli i lasu na grzbiecie. Szedł w większosci otwartym terenem. Jednak przypomnę, co napisałem trzy tygodnie temu:
To GPS nie pokazał Ci pozycji na szczycie? Studziński tego dnia miał super warun - pogodowo i śniegowo. Wiedział, że wszedł na Hnitesę i że dotarł za nią do słupa 56 na Styniszorze. Na pewno jednak nie o godzinie 15., lecz 1-1,5h wcześniej. Pytanie, jaki jest dystans i sumy deniwelacji (podejść/zjazdów) ze schroniska w Popadyńcu do tego najdalszego punktu terytorium III RP? I znów się przypomnę:
Kiedy właśnie "diabeł tkwi w szczegółach"! Dziwna omyłka z "Gropą" na Palenicy i używanie bardzo rzadkiej formy nazwy Hnitesa paradoksalnie uwiarygadniają kluczowy fragment relacji, który początkowo wydawał się mi konfabulacją. Co do datacji powstania tekstu, to początkowo uważałem, że
Teraz przypuszczam, że powstały co najmniej 3 lub nawet 4 wersje relacji: 1. przed wojną, będąca sprawozdaniem z wyrypy (z czego opublikowany został tylko fragment pt. "Kurniawa"), a pozostałe wersje - po wojnie, z czego 2. na konkurs, 3. przerobiona do wydania książkowego, a 4. odtworzona z wersji konkursowej do "Płaju".
Sprawa zasadnicza to właściwe odczytywanie tekstu wersji końcowej - nie jest on sprawozdawczy, lecz relacyjno-wspomnieniowy. Pytanie, czy i jakie ewentualnie zachowały się zapiski do niego i/lub niepublikowane wersje w zbiorach rodzinnych?



. Niedawno wyszedłem za chałupę rozprostować kości na nartach i to już ze 40 zima, jak na nich zasuwam w górskim terenie. A Góry Czywczyńskie akurat znam z autopsji dość dokładnie, więc możemy podyskutować o konkretach, zamiast się bujać na fotelu.
Odpowiedz z cytatem