Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
sprawa, o którą pytałem już się chyba wyjaśniła ;-) . Dziękuję zatem za dogłębne zbadanie tematu i za ciekawą dyskusję
Nie do końca i na pewno nie dogłębnie, bo to było możliwe jedynie w wywiadzie bezpośrednim z autorem, który bez problemu mogła przeprowadzić Redakcja "Płaju". To se ne vrati, ale gdyby nastąpiło, to nie mielibyśmy czego rozkminiać. Na koniec odniosę się jeszcze do paru kwestii z Twojego poprzedniego posta:

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
Panowie, wyprostujcie, jeśli jestem w błędzie bo nie mam doświadczenia na biegówkach, a jedynie na nartach zjazdowych (poprawnie więc mogę oszacować chyba jedynie przybliżony czas zjazdów
Dawno temu jeździłem na przedwojennych "jesionkach". To była dość ciężka narta, ale nośna w terenie. Nie można jej porównywać z biegówkami, a nawet śladówkami (teraźniejsze "backcountry"). Co do samej trasy zimą to największe doświadczenie i miarodajne dane ma Pete. Trzeba by doliczyć podejście od miejsca schroniska w Popadyńcu + grzbietowy wariant od Piriów po Koman i Połoninę Bałtaguł, bo sistema trawersuje ze znacznie mniejszymi deniwelacjami. Należałoby pewnie też coś odjąć. Jednak pamiętajmy, że o szybkości poruszania się w terenie na nartach decyduje nie tylko indywidualna kondycja, sprzęt, obciążenie, solo czy zespołowo, ale przede wszystkim warunki śnieżne.

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
Studziński nocował na Popadyńcu, a więc dość nisko w stosunku do grzbietu głównego. Raczej nie wyruszył przed świtem (nawet po własnych śladach), bo tego poranka w dolinach i na szczytach była mgła. O tej porze roku jasno robi się dopiero przed ósmą, tak więc na grani był najprawdopodobniej nie wcześniej niż gdzieś o godzinie 9. Do Łostuńskiej trzeba liczyć kolejną godzinkę (a więc była 10) i dalszą godzinę błądzenia w okolicach przełęczy. Na Pirje wyruszył więc prawdopodobnie ok 11. Tu pytanie – czy możliwe, żeby Studziński do siodła Styniszory dotarł w 2,5 – 3h? (jeśli przyjmiemy, że aby zdążyć przed zmrokiem do doliny Czarnego Czeremoszu, przy słupku nr 56 musiał być ok godziny 13.30 -14). Odcinek po Palenicę – Hnitesę jest głównie pod górę.
Pieszo do Hnitesy spod Czywczyna jest mały dzień marszu (ok. 7-8h średnim tempem). Nie podaje, kiedy wyszedł ze schroniska w Popadyńcu, ale mogła to być godzina 6. najdalej 7. rano. Nie szedłby po własnych śladach, bo zjechał tam "po nieprawdopodobnych wykrotach". Na Łostuńskiej Przełęczy stracił 1h i to mocna przesłanka, że nie byłby w stanie być na Styniszorze o 1-1,5h wcześniej niż podaje. Jeśli ok. godz. 15. był na Hnitesie, to się z grubsza zgadza szacunkowo w przód i w tył.

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
Co prawda widoczność miał niezłą (pisze, że po południu się poprawiła), ale na pewno przeszkadzał mu dokuczliwy, południowy wiatr.
Dlaczego dokuczliwy? Pisze, że ponad górną granicą lasu "dmuchało solidnie", ale nie narzeka, że miał przysłowiowy "wiatr w oczy". Gdyby była zadymka, albo gwałtowne podmuchy, to co innego.

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
Na Hnitesę (w ciągu 4 godzin, tak żeby być tam na 15) w tych warunkach to chyba spokojnie mógł dotrzeć, zresztą późniejszy zjazd z Palenicy na Wesnarkę to raptem kilka minut, a stamtąd do doliny Czarnego Czeremoszu to też już szybciutko.
Skąd wiesz, że na Wesnarkę i "raptem kilka minut"? Nic nie pisze o jakiejś jeszcze połoninie, przez którą miałby zjeżdżać do doliny z Palenicy. Od Wesnarki oddzielało ją przecież "morze" kosówek (nie było tam jeszcze tzw. niedokończonej sistemy). Podaje natomiast konkretnie: "Z wysokości 1750 m zjeżdżałem przez zielsko stepowe do źródeł Czarnego Czeremoszu" i że od tychże "Źródeł Czeremoszu drogę przetarto sankami". Wiadomo więc, że zrobił zjazd z Palenicy wprost do jarów źródliskowych Czarnego Czeremoszu. Zjazd może trwać znacznie dłużej, jeśli śnieg nie jest dostatecznie nośny (głęboki puch, poduchy gipsu, łamliwa szreń, zmięk klejący do nart). Nie wspomina żadnych trudności, a nawet pisze, że badyle "nie hamowały pędu", więc mógł zjechać z Palenicy w dolinę w ciągu 30-45 min. Pamiętaj, że niżej jest głuchy las i w nim nie dało się szusować, a wręcz należało zjeżdżać dużo wolniej, z należytą ostrożnością.

Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
I jeszcze jedno – nie wspomina nic o klauzie Bałtaguł – więc albo jej nie widział, bo było już ciemno (choć z drugiej strony działalność drwali mogła być związana z odbudową klauzy, albo z gromadzeniem drewna na wiosenno - letni spław), albo nie pisał „na gorąco” w lutym 1938 roku i ten szczegół mu uleciał, gdyż nie miał nic o klauzie w odręcznych notatkach (dodam tylko, że klauzy tej nie ma też na arkuszu „Hryniawa” z 1934 r).
Gratuluję spostrzegawczości. Klauza Bałtaguł przed wojną nie funkcjonowała. Mógł ją minąć o zmroku, nie zwracając uwagi na pokryte śniegiem dno zbiornika. Nie wiadomo, w jakim stanie była wówczas sama tama.

Pozdrawiam i również dziękuję za owocną dyskusję
Tom