Nie do końca i na pewno nie dogłębnie, bo to było możliwe jedynie w wywiadzie bezpośrednim z autorem, który bez problemu mogła przeprowadzić Redakcja "Płaju". To se ne vrati, ale gdyby nastąpiło, to nie mielibyśmy czego rozkminiać. Na koniec odniosę się jeszcze do paru kwestii z Twojego poprzedniego posta:
Dawno temu jeździłem na przedwojennych "jesionkach". To była dość ciężka narta, ale nośna w terenie. Nie można jej porównywać z biegówkami, a nawet śladówkami (teraźniejsze "backcountry"). Co do samej trasy zimą to największe doświadczenie i miarodajne dane ma Pete. Trzeba by doliczyć podejście od miejsca schroniska w Popadyńcu + grzbietowy wariant od Piriów po Koman i Połoninę Bałtaguł, bo sistema trawersuje ze znacznie mniejszymi deniwelacjami. Należałoby pewnie też coś odjąć. Jednak pamiętajmy, że o szybkości poruszania się w terenie na nartach decyduje nie tylko indywidualna kondycja, sprzęt, obciążenie, solo czy zespołowo, ale przede wszystkim warunki śnieżne.
Pieszo do Hnitesy spod Czywczyna jest mały dzień marszu (ok. 7-8h średnim tempem). Nie podaje, kiedy wyszedł ze schroniska w Popadyńcu, ale mogła to być godzina 6. najdalej 7. rano. Nie szedłby po własnych śladach, bo zjechał tam "po nieprawdopodobnych wykrotach". Na Łostuńskiej Przełęczy stracił 1h i to mocna przesłanka, że nie byłby w stanie być na Styniszorze o 1-1,5h wcześniej niż podaje. Jeśli ok. godz. 15. był na Hnitesie, to się z grubsza zgadza szacunkowo w przód i w tył.
Dlaczego dokuczliwy? Pisze, że ponad górną granicą lasu "dmuchało solidnie", ale nie narzeka, że miał przysłowiowy "wiatr w oczy". Gdyby była zadymka, albo gwałtowne podmuchy, to co innego.
Skąd wiesz, że na Wesnarkę i "raptem kilka minut"? Nic nie pisze o jakiejś jeszcze połoninie, przez którą miałby zjeżdżać do doliny z Palenicy. Od Wesnarki oddzielało ją przecież "morze" kosówek (nie było tam jeszcze tzw. niedokończonej sistemy). Podaje natomiast konkretnie: "Z wysokości 1750 m zjeżdżałem przez zielsko stepowe do źródeł Czarnego Czeremoszu" i że od tychże "Źródeł Czeremoszu drogę przetarto sankami". Wiadomo więc, że zrobił zjazd z Palenicy wprost do jarów źródliskowych Czarnego Czeremoszu. Zjazd może trwać znacznie dłużej, jeśli śnieg nie jest dostatecznie nośny (głęboki puch, poduchy gipsu, łamliwa szreń, zmięk klejący do nart). Nie wspomina żadnych trudności, a nawet pisze, że badyle "nie hamowały pędu", więc mógł zjechać z Palenicy w dolinę w ciągu 30-45 min. Pamiętaj, że niżej jest głuchy las i w nim nie dało się szusować, a wręcz należało zjeżdżać dużo wolniej, z należytą ostrożnością.
Gratuluję spostrzegawczości. Klauza Bałtaguł przed wojną nie funkcjonowała. Mógł ją minąć o zmroku, nie zwracając uwagi na pokryte śniegiem dno zbiornika. Nie wiadomo, w jakim stanie była wówczas sama tama.
Pozdrawiam i również dziękuję za owocną dyskusję
Tom



. Na koniec odniosę się jeszcze do paru kwestii z Twojego poprzedniego posta:
Odpowiedz z cytatem