Pokaż wyniki od 1 do 10 z 97

Wątek: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku

Mieszany widok

  1. #1
    Bieszczadnik
    Na forum od
    04.2020
    Postów
    147

    Domyślnie Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku

    Witam ponownie i gratuluję spostrzegawczości!
    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Ten fragment naszej dyskusji zaczął się koncentrować na zagadnieniu typu „ czy w przewodniku o Krakowie może znaleźć się także mapa okolic Krakowa”. Przecież już wcześniej przekonująco objaśniłeś genezę powstania tej mapki, więc po co drążyć temat?
    Faktycznie w odpowiedzi na Twój pierwszy (w tej części dyskusji) post objaśniłem genezę:
    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    szkicowej mapki w "Płaju", w której znać rękę PiTeRa, czyli kartografa P. Kamińskiego. Trasę Studzińskiego naniósł zapewne PiTeR (...) Nie wiadomo, czy Studziński w ogóle widział tę mapkę przed publikacją.
    Mimo to jednak "drążyłeś" ten temat, szukając takiej mapki w "Powrotach...". Bądźmy jednak ściśli: nie "w przewodniku o Krakowie" - tylko po Czarnohorze, i nie "mapa okolic Krakowa" - tylko Gór Czywczyńskich i Hryniawskich. Widzisz różnicę?

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Bilingwizm, jak i brak twardej wymowy spółgłosek w dialekcie wschodniohuculskim to póki co jedynie supozycja – hipoteza, którą najpierw trzeba by udowodnić. Póki co nie mamy żadnych pewnych przykładów potwierdzających palatalizację na tym obszarze (w ruskich gwarach góralskich). Nieliczne „spalatalizowane” przykłady imienia Hnitesy świadczą o czymś wręcz przeciwnym - wszystkie wyszły spod pióra autorów polskich, bądź w drugiej grupie – mniej licznej – spod rysika kartografów austriackich (...). W regionie czeremoskim możliwe było więc przenikanie językowe i zapożyczenia, ale raczej nie dwujęzyczność. (...) z czasem wytworzyła się jednak ostra granica językowa między gwarami ruskimi a wołoskimi. O jakimkolwiek wpływie gwar rumuńskich na palatalizację w gwarach huculskich okresu międzywojennego na terytorium II RP nie może być więc mowy.
    Gratuluję pewności siebie, z jaką opowiadasz o dziejach zasiedlenia Huculszczyzny i jej zróżnicowaniu dialektologicznym, w tym cech fonetycznych. Ja niestety muszę skromnie poprzestać na domniemaniach i hipotezach, tudzież własnych obserwacjach wymowy przez Hucułów takich nazw i wyrazów jak np. Kiernyczny, kiernycia, kyczera, niagura. Podobnie wymawiali przed II wojną światową nazwę Hnitesy - jak podaje Gąsiorowski - była to wówczas "w języku tubylców Hnytesa", a formę Hniatysia mamy poświadczoną w druku od schyłku XIX wieku. Nie ośmielę się jednak spekulować, czy i na ile jest ona wierna w zapisie wymowie ludowej. Przypisywanie cechy fonetyki całego obszaru ruskojęzycznego wschodniej Huculszczyźnie, i to w jej najdalszym zakątku, uważam za nader ryzykowane, zważywszy, że nazwa połoniny (nie góry!) Hnitesy ucierała się od strony węgierskiej do formy Ihniatiesa, którą słyszałem na własne uszy od gospodarzących tam pasterzy z wioski Săcel w dolinie Izy. Nie twierdzę jednak, że jest ona współcześnie jedyna i najwłaściwsza.

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Tutaj trzeba by założyć, że pan Tadeusz zachował w pamięci toponimię zasłyszaną w czasie krótkiej rozmowy sprzed kilkunastu (bądź kilkudziesięciu) lat
    Niekoniecznie jednej i "krótkiej". Mógł nazwy terenowe z rejonu Hnitesy zasłyszeć również z ust mieszkańców schroniska w Bałtagule.

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Mogę zamieścić zdjęcie swojej mapy pt. Muntii Maramuresului po jednym użyciu z przetarciami uniemożliwiającymi sensowne posługiwanie się nią w przyszłości akurat w górnym rogu – tam, gdzie była najintensywniej studiowana podczas wyprawy (zresztą na Hnitesę i właśnie w jej miejscu jest najbardziej poprzecierana) .
    Nie musisz się fatygować. Wierzę Ci na słowo i pojmuję już, że przetarcia Twojej mapy "w górnym rogu" to dla Ciebie całkowicie wystarczający dowód eksperymentalny na to, że Studziński miał WiGówkę poprzecieraną w dolnym rogu akurat w rejonie Hnitesy. Gratuluję miażdżącej logiki wywodu!

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    No tu mnie zaskoczyłeś. Jesteś chyba optymistą sadząc, że jakiekolwiek schronisko czy schron na południowy-wschód od schroniska po Pop Iwanem posiadało zegar . Z tym „spieszeniem” to raczej miałem na myśli sytuację, że Studziński mógł np. nie nakręcić zegarka na noc na Maryszewskiej albo pod Pop Iwanem i w efekcie zmuszony był dostosować rano swój zegarek do wskazań zegara schroniskowego, które mogły być niewłaściwe.
    Widzisz, jaki ze mnie niepoprawny optymista. Ale Ty mnie również zadziwiłeś szczegółową wiedzą o wyposażeniu przedwojennych schronisk w Czywczynach i Hryniawach. Składam wyrazy uznania! Może jednak masz też wiedzę o ich żywym inwentarzu? Bo jak na Berczeskiej była sabaka, to może gdzie indziej były koguty? Pianie kura "na zoriu" z pewnością dawałoby Studzińskiemu szansę wyregulowania czasomierza, nie uważasz? No chyba, że zjadłby kogutka na kolację...

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Opis poszukiwań schroniska pod Popadią wskazuje na coś przeciwnego – musiał dysponować „setką” arkusz „Burkut” z 1932 r, bo tam – jak zresztą sam zauważyłeś - jest zaznaczone właśnie to schronisko (nie ma co do tego zresztą wątpliwości, bo Studziński podał to literalnie: „na mapie było oznaczone schronisko pod Popadią”).
    Raz jeszcze muszę Ci pogratulować spostrzegawczości! Parę postów wyżej jednak napisałeś:
    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Najwyraźniej więc jednak z „setki” WIG nie korzystał ani przy pisaniu wspomnień, ani w trakcie samej wyrypy, a przynajmniej w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r.
    A teraz to dementujesz, tylko dlaczego przypisując to mylne mniemanie akurat mnie? Przecież ja nic takiego nie stwierdziłem. Przeczytaj raz jeszcze ze zrozumieniem, bez wyrywania z kontekstu:

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Nie mógłby pomylić numerów słupków w terenie, ani tym bardziej na mapie. Nie miał "setki" WIG z Czywczynów, ani nie korzystał z niej przy spisywaniu relacji.
    Ten fragment wypowiedzi dotyczy identyfikacji słupa 56, więc w domyśle chodziło o mapę z jego oznaczeniem, a jak zapewne wiesz - nie mógł być to ark. "Burkut", lecz następny ark. "Hryniawa". Studziński nie miał "setki" WIG całych Czywczynów, bo mieć nie mógł, bo takiej w ogóle nie było (jak np. łączona 4-arkuszowa dla Tatr).

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Co do tego, że słup był „odwiany”, to ja też nie mam wątpliwości. (...) cały czas uważam, że Studziński nie zmyślał celowo, a jedynie po latach po prostu odczytał nr słupa z mapy, sądząc w dobrej wierze, że był tam, dokąd w rzeczywistości nie dotarł
    Skoro był "odwiany", to dlaczego miałby nie zobaczyć na nim numeru 56? Obejrzał go pewnie tylko z jednej strony? Skoro "po latach po prostu odczytał nr słupa z mapy", to dlaczego nie zlokalizował poprawnie połoninki Gropy, tylko utożsamił ją z Palenicą? Zapewne mapa była akurat "wytarta" w tym miejscu, ale jakimś cudem ocalał na niej numer akurat tego właśnie słupa? A od słupa 55 nie mógłby dojrzeć pikiety przy grzbiecie, bo mu pewnie opaska na oczy spadła? Eureka!

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Zwróć uwagę, że w opisie zjazdu z Palenicy Studziński napisał, iż jechał przez „zielska stepowe”. Jeśliby nadtopiona kosodrzewina nie wystawała faktycznie spod śniegu, nie napisałby o tym „zielsku”.
    Masz rację. W kosówce śnieg przepada między gałęziami, ale tylko na początku zimy i przy silnych odwilżach z reguły wiosną. Przy dużym opadzie siada na gałęziach i przygniata je swym ciężarem. Wystawanie ze śniegu „zielska stepowego” nie było jednak efektem wytapiania się badyli z pokrywy śnieżnej, lecz wywiewania śniegu na płaskowyżu Palenicy. Śnieg akumulował się tam w kosówkach. Na połoninie nic go nie trzymało.

    Do ostatniego kluczowego fragmentu Twojego posta odniosę się w osobnym wpisie.

    Pozdrawiam
    Tom

  2. #2
    Bieszczadnik
    Na forum od
    03.2011
    Rodem z
    Wrocław
    Postów
    231

    Domyślnie Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Gratuluję pewności siebie, z jaką opowiadasz o dziejach zasiedlenia Huculszczyzny i jej zróżnicowaniu dialektologicznym, w tym cech fonetycznych


    To nie żaden wyraz pewności siebie, tylko oparte na studiowaniu literatury przedmiotu spostrzeżenia, np. o różnicach w zapożyczeniu słów wołoskich do dialektów zachodnio- i wschodniohuculskiego wiadomości zaczerpnąłem (co już zresztą zasygnalizowałem) z prac Jana Janowa pt. „Wpływ słownictwa rumuńskiego na Podkarpacie, osobliwie na gwarę huculską” i „Pochodzenie Hucułów w świetle zapożyczeń”. Sadzę też, że publikacje o kolonizacji wołoskiej na Rusi Czerwonej takich autorów jak prof. Czajkowski czy Grzegorz Jawor są Ci doskonale znane (nie wspominając już o pracach autorów dawniejszych), a także m in. profesora Nalepy, który przekonywająco analizuje starsze podkłady toponimii północnej Mołdawii (w granicach dzisiejszej Rumunii) objaśniając jej genezę jako ruską (wschodniosłowiańską) – co zresztą zauważyłeś sam w swej publikacji w Wierchach z 2006 r. gdzie na s. 81 w przypisie nr 34 zaznaczasz za latopisem Mirona Costina iż jeszcze w XVII wieku „powiaty Czerniowce, Chocim, pół jaskiego, pół Suczawy wszystko Ruś” i dalej cytując Wincentego Pola, że jeszcze w połowie XIX wieku „siedziby Hucułów od wschodu przypierają po rzekę Seret od źródeł tejże po wieś Berehomet, dalej sięgają pod wsią Bałtyn rzeki Suczawy, a na południu sięgają źródeł rzek Mołdawy, Kirlibaby i Cibo”.
    Co do pustkowi w górskich odcinkach Złotej Bystrzycy, Mołdawy i Suczawy (którą to rzekę zapomniałem oczywiście wymienić w poprzednim poście) to przecież o ich istnieniu można się przekonać m in z lektury tekstów właśnie Twojego autorstwa, m in wspomnianego już numeru „Wierchów” gdzie np. na s. 83 zamieszczasz cytat z tekstu tajnego traktatu między Jagiełłą a Zygmuntem Luksemburczykiem zawartego w Lubowli 15 maja 1412 roku dotyczącego planów przepołowienia i podzielenia Mołdawii wzdłuż „wielkich lasów Bukowiną zwanych” i dalej (cytuję już Twoją własną obserwację (opinię)), iż „poczynając od grzbietu owych „Alp” [czyli Karpat – L.] strefową rubież Korony Polskiej od Hospodarstwa Mołdawskiego nadal stanowił więc szeroki pas puszczy na wododziale Czeremoszu, Suczawy i Seretu”. Dalej na s. 85 zauważasz, że „określenie „Góry Branisko” należy identyfikować z pojęciem braniște, które ostało się do dzisiaj nad górną Mołdawą w nazwie miejscowej Braniștea , a etymologicznie wskazuje na obronną funkcję pogranicznych pustek [pogrubienie moje – chciałbym też dodać, że określenie braniște jest oczywiście słowiańskiego pochodzenia i wywodzi się od wyrazu „brana”, „brona”, oznaczająceg w terenie ‘miejsce obronne’ , a także ‘obronne przejście (przesmyk)’], natomiast na s. 81 zauważasz za Morgenbesserem (*), iż „graniczności owych bezludnych lasów między łańcuchem Karpat od stron Węgier a linią Prutu dowodzi tytulatura władców Mołdawii (...)” i dalej „rubieżą ziem ruskich korony polskiej od strony Mołdawii był więc pas puszczy na górskim wododziale między dolinami Czeremoszu i Suczawy oraz Seretu i Małego Seretu, sięgający na północy Prutu”.



    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Ja niestety muszę skromnie poprzestać na domniemaniach i hipotezach, tudzież własnych obserwacjach wymowy przez Hucułów takich nazw i wyrazów jak np. Kiernyczny, kiernycia, kyczera, niagura

    Jeśli udowodnisz istnienie palatalizacji po spółgłoskach twardych w mowie w dialektach huculskich, to ja się będę tylko cieszył – zaoszczędzisz sporo roboty innym badaczom. Przypuszczam, że wymowa miękka mogła istnieć w zapożyczeniach, np. kiedr, Kiedrowaty (jakie nazwy drzew są w językach słowiańskich zapożyczone i dlaczego, to osobne zagadnienie, którego nie zamierzam tu wałkować), aczkolwiek w niektórych zapożyczonych wyrazach obserwujemy jednak swojską, twardą wymowę, np. Kermanycz(e). Dlaczego jednak miano Hnitesy (pochodzące wszak od imienia Ignacy) mieliby Huculi wymawiać inaczej, niż zgodnie z regułami własnego języka, tzn. Hnat lub Hnit (Hnyt)?


    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Podobnie wymawiali przed II wojną światową nazwę Hnitesy - jak podaje Gąsiorowski - była to wówczas "w języku tubylców Hnytesa"

    Co do wymowy typu „Hnytesa”, to przecież, jako badacz, musisz wiedzieć, że ogólnosłowiańskie długie ū w procesie delabializacji przekształciło się w y na północy słowiańszczyzny, a w i dialektach południowosłowiańskich , tak więc huculska wymowa typu Hnytesa, Popywan świadczy tylko o prawidłowej kontynuacji fonetyki północnosłowiańskiej i przynależności dialektów huculskich (przynajmniej w obrębie tej części fonetyki) do północnosłowiańskiej grupy językowej.



    Muszę tu jednak napisać jeszcze o czymś, czego nie zauważył Tomnatyk w jednym z moich poprzednich postów – otóż, koncentrując się na huculskich (ruskich) wariantach nazwy Hnitesy pominąłem istnienie jej wołoskich odpowiedników, które to są (czy też mogą istnieć) w formie spalatalizowanej, jak np. przywołana tu przez Tomasza Ihniatiesa wymawiana tak przez pasterzy z Săcel gospodarujących w okolicach tego szczytu. Otóż w języku wołoskim istniały najprawdopodobniej dwie formy wymowy imienia naszej góry – twarda - Ignăteasa (w wym. Ignatjesa) i miękka (wymawiana np. tak. jak owi pasterze napotkani przez Toma). Ale to nie wszystko. W swoich zbiorach posiadam zapisy dwóch rzadkich wersji nazewniczych Hnitesy (dotychczas nigdzie niepublikowanych), z objaśnieniem których dotąd nie mogłem sobie poradzić: 1. Nediesza i 2. Nedieza, a więc bez początkowego G(H). Możliwe, że zapis taki można objaśnić właśnie za pomocą palatalizacji w wymowie, analogicznie do tego, jak zmiękczają Włosi, np. Gnocchi, wymawiają Njoczczi (polskie imię Agnieszka wymówiliby na tej samej zasadzie Anjeszka), a więc z opuszczeniem protetycznego „g” lub „h”(czyli w wymowie wyjściowa forma Gnetesza/Hnetesza (Gnetjesza, Gnetesa lub Gnietjes(z)a) zostałaby zmiękczona i uproszczona do Nedjesza (Niedjesza, Niedjesa)). Możliwe, że na tej samej zasadzie objaśnić również można oronim Initeasa, który na niektórych mapach pojawia się w miejscu Hnitesy, a na innych desygnuje jej południowy wierzchołek – są to najprawdopodobniej dwie wersje nazewnicze imienia tego samego szczytu, z tym że pierwsza jest twarda, a druga spalatalizowana.


    Oczywiście ta koncepcja wymaga jednak na pewno jeszcze konsultacji romanisty – najlepiej zaś rumunisty.



    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Nie mógłby pomylić numerów słupków w terenie, ani tym bardziej na mapie. Nie miał "setki" WIG z Czywczynów, ani nie korzystał z niej przy spisywaniu relacji.

    Co do „Czywczynów” to zdaje się, że nie kto inny, jak właśnie Ty uważasz, że Góry Czywczyńskie kończą się na Przełęczy Łostuńskiej, a na dalej na południowy-wschód wysunięte pasmo postulujesz używanie zbiorczej nazwy „Rozrogi” - sądziłem więc, że pisząc o Czywczynach miałeś na myśli właśnie arkusz „Burkut”.

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Raz jeszcze muszę Ci pogratulować spostrzegawczości! Parę postów wyżej jednak napisałeś:
    Najwyraźniej więc jednak z „setki” WIG nie korzystał ani przy pisaniu wspomnień, ani w trakcie samej wyrypy, a przynajmniej w trakcie wyprawy nie korzystał z arkusza „Burkut” z 1932 r.
    A teraz to dementujesz, tylko dlaczego przypisując to mylne mniemanie akurat mnie? Przecież ja nic takiego nie stwierdziłem. Przeczytaj raz jeszcze ze zrozumieniem, bez wyrywania z
    kontekstu

    Co do drążonej przez Ciebie kwestii – czy Studziński dysponował (i jaką dysponował) wersją mapy „Czywczynów”, to przecież, po zauważeniu swego błędu (co kilka postów wcześniej wszak sprostowałem pisząc, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 r, sądząc niesłusznie, że to wydanie z 1932 roku) napisałem, że Studziński "zapewne miał na wyrypie (jak i przy pisaniu wspomnień) przy sobie arkusz „Burkut” wyd. z 1932r o czym świadczy (…)". Sądzę jednak, że doskonale zrozumiałeś moje słowa, pytanie więc, w jakim celu kontynuowałeś (i kontynuujesz dalej) tą dyskusję, zarzucając mi bark zrozumienia własnych wpisów? (ta sama uwaga tyczy się kwestii kontynuowania dyskusji związanej z przewodnikiem Olszańskiego i Rymarowicza).

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Do ostatniego kluczowego fragmentu Twojego posta odniosę się w osobnym wpisie

    Czyżbyś miał od początku jakieś dodatkowe dane świadczące o tym, iż pan Tadeusz osiągnął jednak siodło Styniszory, pozostałych dyskutantów traktując jedynie jako statystów?





    Co do pozostałych fragmentów Twojego wpisu (np. o znajomości przeze mnie żywego inwentarza schronisk gór Czywczyńskich i Hryniawskich, czy o tym, jakobym na podstawie przetarć własnej mapy udowadniał, że takie same przetarcia miał Studziński) to one nawet nie nadają się do dalszego komentowania (nie wspominając już o języku Twoich wypowiedzi, typu: „gratuluję miażdżącej logiki wywodu”, „nie musisz się fatygować” i kilku innych utrzymanych w podobnym tonie który to – delikatnie rzecz ujmując - odbiega od standardu kulturalnej dyskusji).

    Jeśli więc chcesz dyskutować dalej na tym poziomie to dyskutuj tu sobie z kim tylko chcesz, ale już nie ze mną.




    Ostatnio edytowane przez bartolomeo ; 18-01-2021 o 18:54 Powód: (*) W ostatnim moim wpisie w pierwszym fragmencie winno być oczywiście „za Morgenbesserem”, a nie „za Długoszem” (AUTOR)

  3. #3
    Bieszczadnik
    Na forum od
    04.2020
    Postów
    147

    Domyślnie Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku

    Muszę przyznać, że zaskoczyłeś mnie poziomem dyskusji w tym wątku. Zapewniam, iż jedynym jej celem dla mnie jest ustalenie przebiegu tytułowej wyrypy: "Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku". Nie zamierzam tu więc niczego udowadniać z dziejów zasiedlenia Huculszczyzny, czy północnej Bukowiny, bądź jej zróżnicowania dialektologicznego, a w szczególności form nazwy Hnitesa. Chciałbym tylko wyjaśnić parę kluczowych kwestii z Twojej wypowiedzi:

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    po zauważeniu swego błędu (co kilka postów wcześniej wszak sprostowałem pisząc, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 r, sądząc niesłusznie, że to wydanie z 1932 roku) napisałem, że Studziński "zapewne miał na wyrypie (jak i przy pisaniu wspomnień) przy sobie arkusz „Burkut” wyd. z 1932r o czym świadczy (…)"
    Owszem, sprostowałeś tutaj:
    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Zgadza się, miałem przed oczami wznowienie z 1938 roku, którego nie mógł widzieć przed i w trakcie wyprawy Studziński.
    Nie znajduję jednak następnego, wyżej zacytowanego przez Ciebie, fragmentu Twojej wypowiedzi (wyboldowałem go w cytacie).
    Czy mógłbyś zacytować go z odsyłaczem do posta, w którym go - jak twierdzisz - napisałeś? Byłbym ogromnie wdzięczny, bo chyba go przeoczyłem.

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Co do pozostałych fragmentów Twojego wpisu (np. o znajomości przeze mnie żywego inwentarza schronisk gór Czywczyńskich i Hryniawskich, czy o tym, jakobym na podstawie przetarć własnej mapy udowadniał, że takie same przetarcia miał Studziński) to one nawet nie nadają się do dalszego komentowania (nie wspominając już o języku Twoich wypowiedzi, typu: „gratuluję miażdżącej logiki wywodu”, „nie musisz się fatygować” i kilku innych utrzymanych w podobnym tonie który to – delikatnie rzecz ujmując - odbiega od standardu kulturalnej dyskusji).
    Kilkakrotnie już gratulowałem Ci spostrzegawczości i składałem wyrazy uznania, szkoda więc, że od Twojego "standardu kulturalnej dyskusji" odbiega nie tylko język mojej wypowiedzi, ale też zwykłe "dziękuję". Dalibóg nie wiem, co niestosownego może być w słowach: „gratuluję miażdżącej logiki wywodu”, czy „nie musisz się fatygować”? Pozostaję pod wrażeniem siły Twojego wywodu i nie potrzebowałem, abyś ilustrował go fotokopią swojej mapy. Nie twierdziłem, że na tej podstawie udowadniasz, "że takie same przetarcia miał Studziński" - lecz tylko uznałem, że mógł mieć analogiczne przetarcia w dolnym rogu mapy z rejonem Hnitesy.
    Co do "żywego inwentarza schronisk gór Czywczyńskich i Hryniawskich", to chyba też źle się zrozumieliśmy, bo jedynie zapytałem, czy masz może jakąś wiedzę na ten temat. Piotr Kontny badał stany pogłowia zwierzą hodowlanych na połoninach, to pomyślałem, że może masz jakieś spisy ze schronisk. Z tak absolutną pewnością siebie zakwestionowałeś, że były w nich zegary, iż uznałem Cię za znawcę tego tematu. Na jakimś radzieckim filmie widziałem scenę, jak przed II wojną światową Hucuł przemycał przez graniczny Czeremosz cały wór budzików (jeden mu zaczął nawet dzwonić w krzakach!). Nie pamiętam już niestety, czy przenosił je ze strony rumuńskiej na polską, czy na odwrót. Tak czy owak jednak w nadczeremoskiej okolicy musiało być przed wojną więcej budzików, niż w samym Berlinie! Krasnoarmiejcy musieli mieć wszak w tym zakresie miarodajne rozeznanie, skolko buło trofiejnych cziasow w kakoj stranie? Nie sądzisz? Pewnie i w prijutach "polskich panów" też niejeden im się trafił... Jeśli wyciągam mylne wnioski, to trudno i darmo, ale nie miej mi tego za złe.

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Czyżbyś miał od początku jakieś dodatkowe dane świadczące o tym, iż pan Tadeusz osiągnął jednak siodło Styniszory, pozostałych dyskutantów traktując jedynie jako statystów?
    Nie dysponuję, niestety, żadnymi takimi danymi, a dyskutujących ze mną traktują z należytym poważaniem, również Ciebie. Przykro mi, że mój poziom dyskusji Ci nie odpowiada. Cieszę się jednak, że doszliśmy wspólnie do kilku ustaleń i konkluzji.

  4. #4
    Bieszczadnik
    Na forum od
    03.2011
    Rodem z
    Wrocław
    Postów
    231

    Domyślnie Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Kilkakrotnie już gratulowałem Ci spostrzegawczości i składałem wyrazy uznania, szkoda więc, że od Twojego "standardu kulturalnej dyskusji" odbiega nie tylko język mojej wypowiedzi, ale też zwykłe "dziękuję" (...) Nie twierdziłem, że na tej podstawie udowadniasz, "że takie same przetarcia miał Studziński" - lecz tylko uznałem, że mógł mieć analogiczne przetarcia w dolnym rogu mapy z rejonem Hnitesy.
    Albo ja opacznie zrozumiałem Twoje słowa, albo była w nich jednak odrobina sarkazmu. Jeśli to pierwsze - to niniejszym tym właśnie „sumituję się” ;-) .

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Chciałbym tylko wyjaśnić parę kluczowych kwestii z Twojej wypowiedzi:


    Zamieszczone przez luki_
    po zauważeniu swego błędu (co kilka postów wcześniej wszak sprostowałem pisząc, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 r, sądząc niesłusznie, że to wydanie z 1932 roku) napisałem, że Studziński "zapewne miał na wyrypie (jak i przy pisaniu wspomnień) przy sobie arkusz „Burkut” wyd. z 1932r o czym świadczy (…)"



    Owszem, sprostowałeś tutaj:

    Zamieszczone przez luki_
    Zgadza się, miałem przed oczami wznowienie z 1938 roku, którego nie mógł widzieć przed i w trakcie wyprawy Studziński.



    Nie znajduję jednak następnego, wyżej zacytowanego przez Ciebie, fragmentu Twojej wypowiedzi (wyboldowałem go w cytacie).
    Czy mógłbyś zacytować go z odsyłaczem do posta, w którym go - jak twierdzisz - napisałeś? Byłbym ogromnie wdzięczny, bo chyba go przeoczyłem
    Dokładnie napisałem tak (cytowałem z pamięci, ale sens ten sam): „Opis poszukiwań schroniska pod Popadią wskazuje na coś przeciwnego – musiał dysponować „setką” arkusz „Burkut” z 1932 r, bo tam – jak zresztą sam zauważyłeś - jest zaznaczone właśnie to schronisko (nie ma co do tego zresztą wątpliwości, bo Studziński podał to literalnie: „na mapie było oznaczone schronisko pod Popadią”).”


    Jeśli koniecznie chcesz, to mogę swoją wypowiedź „uładzić” w sposób następujący: „Sądziłem początkowo, że Studziński nie miał ze sobą mapy WIG arkusz Burkut z 1932 roku, ale pomyłka moja wynikła z faktu, że miałem przed oczami wznowienie tej mapy z 1938 roku, którego z kolei pan Tadeusz nie mógł mieć z oczywistych względów w trakcie wyrypy. Miał za to zapewne właśnie arkusz z 1932 roku, na którym to zaznaczone jest schronisko po Popadią, którego poszukiwał Studziński, a które – co wynika z relacji autora – było już wówczas w ruinie. Natomiast na mapie tej nie było zaznaczonego schroniska nad Popadyńcem (bo w 1932 roku jeszcze nie istniało), na które Studziński trafił przypadkiem (kierując się doliną Popadyńca do gajówki Stefulec w dolinie Czarnego Czeremoszu)”.

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Co do "żywego inwentarza schronisk gór Czywczyńskich i Hryniawskich", to chyba też źle się zrozumieliśmy, bo jedynie zapytałem, czy masz może jakąś wiedzę na ten temat. Piotr Kontny badał stany pogłowia zwierzą hodowlanych na połoninach, to pomyślałem, że może masz jakieś spisy ze schronisk. Z tak absolutną pewnością siebie zakwestionowałeś, że były w nich zegary, iż uznałem Cię za znawcę tego tematu. Na jakimś radzieckim filmie widziałem scenę, jak przed II wojną światową Hucuł przemycał przez graniczny Czeremosz cały wór budzików (jeden mu zaczął nawet dzwonić w krzakach!). Nie pamiętam już niestety, czy przenosił je ze strony rumuńskiej na polską, czy na odwrót. Tak czy owak jednak w nadczeremoskiej okolicy musiało być przed wojną więcej budzików, niż w samym Berlinie! Krasnoarmiejcy musieli mieć wszak w tym zakresie miarodajne rozeznanie, skolko buło trofiejnych cziasow w kakoj stranie? Nie sądzisz? Pewnie i w prijutach "polskich panów" też niejeden im się trafił... Jeśli wyciągam mylne wnioski, to trudno i darmo, ale nie miej mi tego za złe.
    Nie zakwestionowałem niczego z „absolutną pewnością” a jedynie zaskoczyło mnie, że zakładasz, iż w schroniskach Gór Czywczyńskich i Hryniawskich mogły być zegary. To, że Huculi przemycali na dużą skalę budziki to jedno, a to, że budzików (bądź zegarków) używali, to drugie (oczywiście nie staram się swojej opinii w tym względzie rozciągnąć na całą Huculszczyznę, zapewne co bardziej „oświeceni” członkowie tej grupy etnograficznej w międzywojniu już zegarkami się posługiwali). Pamiętam jednak opis (oczywiście o wiek starszy niż ten czas, o którym tu rozmawiamy) zdaje się, że pióra Wincentego Pola, jaki strach wywołało u towarzyszących jego wyprawie Hucułów okazanie nakręconego zegarka. W międzywojniu wielu mieszkańców Huculszczyzny nadal było zabobonnych (czego przykład daje zresztą sam Studziński w opisie zachowania człowieka gazdującego w schronie na Połoninach Hryniawskich); zresztą w jakim celu miałby posługiwać się zegarkiem samotnie pilnujący schroniska pod Kopilaszem Hucuł, czy cygańska (?) rodzina z Bałtagułu. To już najprędzej o posiadanie zegara podejrzewałbym właściciela nowego schroniska nad Popadyńcem, aczkolwiek w to także wątpię.
    Żeby nie być gołosłownym, przytoczę pewien przykład: pamiętam dokładnie opowieści mojego śp. ojca, jak rano udawał się z rodzeństwem przez las na autobus do szkoły na „wyczucie”, bo w całym przysiółku nie było zegara ( to oczywiście nie żaden „miażdżący” dowód na to, że zegarów nie było też w górze doliny Czarnego Czeremoszu), a były to już lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. I żeby nie było nieporozumień - zegara w domu nie było, a były książki i mimo niesprzyjających warunków (jak na dzisiejsze czasy) większości rodzeństwa udało się zdobyć wykształcenie wyższe (uprzedzam ewentualne wątpliwości – bez punktów „za pochodzenie” – mój ojciec został usunięty z liceum po tym, jak wraz z kolegami malował plakaty na święto Konstytucji 3 maja i wpadł w ręce UB (kilka dni przeleżał na węglu w piwnicy budynku Urzędu Bezpieczeństwa) – ojcu się „upiekło” o tyle, że nie miał jeszcze piętnastu lat i skończyło się „tylko” na potępiającym go apelu w szkole. Ale nie było tego złego co by na dobre nie wyszło – mógł bowiem kontynuować naukę, ale na kierunku przydatnym dla władzy ludowej – został więc najpierw felczerem, a następnie ukończył medycynę (ale to już za Gomułki, kiedy na fali popaździernikowej odwilży mógł wreszcie przystąpić do egzaminów wstępnych na studia)).

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Cieszę się jednak, że doszliśmy wspólnie do kilku ustaleń i konkluzji


    Ja również i dlatego chciałbym, jeśli pozwolisz, mieć do Ciebie dwa pytania, bo jak sadzę masz w tym względzie najlepszą wiedzę:
    - jeśli dobrze rozumiem, to w swoim poprzednim wpisie sugerowałeś, że owo „zielsko stepowe” o którym wspominał pan Tadeusz to odwiane ze śniegu parte szczytowe Palenicy. Jak pogodzić to jednak z faktem, że – według znanych mi zapisów (które zapewne mogą nie odzwierciedlać stanu z lat trzydziestych dwudziestego wieku) owo „olbrzymie cielsko Palenicy” porosłe było w całości „największym w Karpatach” „morzem kosówki”? Czy w latach trzydziestych to „morze” w partiach szczytowych było już wytrzebione?
    - Istotną informacją dla naszych rozważań byłoby to, czy „pikieta” rumuńskich „pograniczników” działała także zimą. Bo jeżeli tak, to może to rumuńscy strażnicy nie przepuścili dalej Studzińskiego, a on, z jakichś względów nie wspomniał o tym po latach w swej relacji?
    Ostatnio edytowane przez luki_ ; 19-01-2021 o 15:17

  5. #5
    Bieszczadnik
    Na forum od
    04.2020
    Postów
    147

    Domyślnie Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Albo ja opacznie zrozumiałem Twoje słowa, albo była w nich jednak odrobina sarkazmu.
    Może ciut przesadziłem z tą "miażdżącą logika wywodu". Istotne, że wiadomo, iż Studziński miał arkusz „Burkut” z 1932 r. Najprawdopodobniej zaś nie miał arkusza "Hryniawa", bo nie pomyliłby umiejscowienia połoninki Gropa na Hnitesie i zapewne stosowałby jej nazwę w formie "Hnatasia" - jak na mapie.

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Nie zakwestionowałem niczego z „absolutną pewnością” a jedynie zaskoczyło mnie, że zakładasz, iż w schroniskach Gór Czywczyńskich i Hryniawskich mogły być zegary.
    Na wyposażeniu schronisk zagospodarowanych zapewne znajdowały się budziki, aby nocujący turyści mogli wstawać o wyznaczonej wczesnej porze. Jednak zegarek Studzińskiego wcale nie musiał spieszyć, czy być źle wyregulowany. Pomyłkowe podanie godziny w relacji po latach wydaje się o wiele bardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem rozbieżności czasowych w marszrucie w rejonie Hnitesy i Palenicy.

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    jeśli dobrze rozumiem, to w swoim poprzednim wpisie sugerowałeś, że owo „zielsko stepowe” o którym wspominał pan Tadeusz to odwiane ze śniegu parte szczytowe Palenicy. Jak pogodzić to jednak z faktem, że – według znanych mi zapisów (które zapewne mogą nie odzwierciedlać stanu z lat trzydziestych dwudziestego wieku) owo „olbrzymie cielsko Palenicy” porosłe było w całości „największym w Karpatach” „morzem kosówki”? Czy w latach trzydziestych to „morze” w partiach szczytowych było już wytrzebione?
    W szczytowych partiach płaskowyżu Palenicy została sztucznie wyrobiona całkiem spora połonina. Jej częściowy zasięg masz wykropkowany na "setce" WIG z 1934 r. Otaczało ją zewsząd "morze kosówek" z paroma przesmykami. Największy z nich, istniejący do dziś, to język tej połoniny schodzący w źródliska Czornego Potoku, z płajem przewijającym się wschodnimi stokami masywu przez połoninkę Zadnia Staja na Wesnarkę (jest to tytułowy "Płaj 9 Źródeł" z opowiadania Krygowskiego). Jednak Studziński nim nie zjechał, bo była to najlepsza trasa letnia, a zimą orientacyjnie problematyczna i znacznie dłuższa, niż zjazd wprost w zwory źródliskowe Czarnego Czeremoszu. Wiemy już, że nie miał za wiele czasu do zachodu Słońca. Wspomniane „zielsko stepowe” to mogły być np. badyle ciemierzycy zielonej, która jest rośliną wieloletnią i do dzisiaj obficie rośnie na grzbiecie Palenicy.

    Cytat Zamieszczone przez luki_ Zobacz posta
    Istotną informacją dla naszych rozważań byłoby to, czy „pikieta” rumuńskich „pograniczników” działała także zimą. Bo jeżeli tak, to może to rumuńscy strażnicy nie przepuścili dalej Studzińskiego, a on, z jakichś względów nie wspomniał o tym po latach w swej relacji?
    Pikiety były zimą nieobsadzone. Gdyby Studziński napotkał jakichś ludzi w rejonie Hnitesy, to na pewno by o tym wspomniał. Kontakty polskich turystów z patrolami graniczarów rumuńskich nie zawsze pozostawiały miłe wspomnienia, jak u Kazimierza Hempla. Samotnego pana Tadeusza mogliby np. "odciążyć" od zegarka. Jednak on nawet nie był w stanie dostrzec przy grzbiecie zabudowań pikiety, bo prawdopodobnie zjeżdżał pn.-wsch. stokami przez połoninkę Gropa.

    PS. W osobnym poście odniosę się do Twoich końcowych konkluzji z "brzytwą Ockhama".
    Ostatnio edytowane przez Tomnatyk ; 20-01-2021 o 23:33

  6. #6
    Bieszczadnik
    Na forum od
    03.2011
    Rodem z
    Wrocław
    Postów
    231

    Domyślnie Odp: Kurniawa w Karpatach - trasa Tadeusza Studzińskiego z 1937/38 roku

    Cytat Zamieszczone przez Tomnatyk Zobacz posta
    Najprawdopodobniej zaś nie miał arkusza "Hryniawa", bo nie pomyliłby umiejscowienia połoninki Gropa na Hnitesie i zapewne stosowałby jej nazwę w formie "Hnatasia" - jak na mapie.
    Prawdopodobnie jednak mapę na wyrypie ze sobą miał, bo jak niby inaczej mógłby „nawigować” w nieznanym sobie terenie, natomiast mógł jej faktycznie nie mieć przy pisaniu wspomnień.
    Mnie zastanawia cały czas coś innego - dlaczego jednak, w kluczowym momencie swej relacji, wiedząc, że ktoś po latach może to roztrząsać, nie wspomina nic o zjeździe do słupka nr 56 w siodle Styniszory (tym bardziej, że mniej „ważne” odcinki swej trasy potrafił Studziński niejednokrotnie opisać szczegółowo)? Odpowiedź, być może jest następująca:
    Żeby prawidłowo rozwikłać zagadkę jego trasy tego dnia, trzeba, w miarę oczywiście możliwości poprawnie odczytać nieliczne wskazówki dodatkowe, jakie daje nam tu autor. Na wstępie wypada zaznaczyć więc, że około godziny stracił Studziński błądząc w okolicach Przełęczy Łostuńskiej (to zresztą kolejny dowód e silentio na prawdziwość jego relacji - przełęcz ta, choć niby to takie niepozorne miejsce faktycznie stanowić może pułapkę - pamiętam, jak w 2015 roku samemu zajęło mi trochę czasu ustalenie, w którą stronę należy się udać, żeby dostać się na Pirje – płaj graniczny przechodzi tam bowiem nieoczekiwanie „jakby” na równoległy grzbiet (przynajmniej takie odczucie ma się na dole, bo trzeba niespodziewanie, idąc od strony Łostunia zakręcić o 90 stopni na lewo)), tak więc był w niedoczasie i na pewno nie ryzykowałby czasochłonnego obejścia grzbietu Hnitesy jej wschodnim, stromym zboczem (tym bardziej, że miał w świeżej pamięci bezsensowny trawers Pop Iwana, który kosztował go niedotarcie przed zmrokiem do celu). Zresztą, gdzieś od wysokości Komanowej doskonale widział już wybiegający na południe grzbiet z kulminacją Hnitesy, a akurat ten skręt o 90 stopni na prawo jest łatwy orientacyjnie; co więcej łagodne wejście na Hnitesę od tej strony nie nastręcza żadnych trudności.
    Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt warunków, jakie Studziński miał tego dnia na szlaku – przy jakiejś okazji autor zaznacza, że „wiało w prawy policzek” - a więc wiał wiatr południowy. Nie musiał to być bardzo silny „halny”, ale pan Tadeusz zaznaczył jednak, że „dmuchało solidnie”. Co prawda nie napisał tego explicite, a jedynie ogólnikowo, iż „wkrótce wiatr zwiał mgły w doliny”, ale skądinąd wiemy, że pogoda przy takim wietrze ma to do siebie, iż chmury kumulują się i kłębią po stronie południowej grzbietu głównego, podczas gdy strona północna jest jasna (widna). Być może więc „morze” chmur kłębiło się w dolinie Wazeru i choć chmurom nie udawało się wedrzeć (wtargnąć) na grań, to przelewały się jednak przez siodło Styniszory? Może więc ostatnim miejscem z „widokiem” na południe był teren powyżej słupka nr 55, natomiast po zjeździe na przełęcz pan Tadeusz znalazł się w kompletnym „mleku” (na korzyść tej hipotezy przemawiałoby to, że przy braku widoczności nie ma się często świadomości stromizny zjazdu, a co za tym idzie tego, jak nisko się zjechało. Przeciw z kolei świadczyć może fakt, iż w takich warunkach łatwo jest się pogubić i zjechać na lewo bądź na prawo z grani grzbietowej). Nic tam nie widząc, zdołał tylko odczytać nr słupka i po swoich śladach wrócił na wierzchołek Hnitesy, gdzie znalazł się ok godziny 15. To stamtąd miał właśnie widok na „zbałwaniony ocean gór” (lub raczej chmur, znad którego wyrastały poszczególne pasma). Po godzinie piętnastej Studziński rozpoczął zjazd z Palenicy (nic dziwnego nie musiało być więc też w tym, że kosówka na Palenicy przy silnym wietrze południowym mogła być częściowo odwiana, a będąc częściowo nadtopioną dnia poprzedniego mogła wystawać ze śniegu właśnie jak „stepowe zielsko”) i to oczywiście nie „Płajem Dziewięciu Źródeł”, bo po cóż by miał tak czynić zimą, jak zresztą słusznie zauważyłeś, tylko „na krechę” prosto na połoninę Wesnarkę (alternatywna trasa przez połoninę Bałtaguł jest chyba nieco dłuższa, a ponadto wymaga króciutkiego (ale zawsze) podejścia pod Komanową). Tam spodziewał się odnaleźć leśną drogę, która sprowadziłaby go do doliny Czarnego Czeremoszu i przy której to drodze zapewne nastąpiło spotkanie z huculskimi drwalami.
    Tu dochodzimy być może do rozwikłania „tajemniczej” nazwy Palenicy, jaką posłużył się Studziński – czyli „Gropy”. Przychylam się do Twojej tezy, że ów oronim w takim brzmieniu zasłyszał autor właśnie z ust huculskich drwali. Być może Huculi mianem „Gropy” określali wówczas cały stromy obryw grzbietu Palenicy od wschodu, czyli od strony doliny Białego Czeremoszu. Zresztą, to właśnie sami drwale początkowo, jak to sugeruje w swej relacji Studziński brali naszego bohatera za przemytnika, a ci ostatni zapewne, aby uniknąć kontroli rumuńskich graniczarów omijali Hnitesę wschodnim zboczem i następnie „Płajem Dziewięciu Źródeł” dochodzili do Wesnarki (trzeba oczywiście wziąć poprawkę na to, że rumuńskich pograniczników zimą nie było w ich schronie, jednak w rozmowie toczonej „na gorąco” często umykają nam racjonalne argumenty; Huculi poza tym mogli po prostu nie wiedzieć, że strażnicy zimą nie dyżurują). Wg mnie dyskusja ta, prowadzona zapewne częściowo przy użyciu rąk i gestów mogła wyglądać tak, iż huculscy rozmówcy pana Tadeusza wskazując na południe wykrzykiwali co jakiś czas „Gropa! Gropa!” sądząc, że właśnie tamtędy Studziński obchodził szczyt Hnitesy, co zrozumiane zostało przez naszego autora jako huculskie (miejscowe) miano desygnujące masyw Palenicy i jako takie już mu zostało.
    Ostatnio edytowane przez luki_ ; 21-01-2021 o 16:09

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. chatki w Karpatach Wschodnich
    Przez komisaRz von Ryba w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 15-01-2019, 19:57
  2. Odnawianie chatek w Karpatach Ukraińskich
    Przez Petefijalkowski w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 15
    Ostatni post / autor: 06-08-2018, 11:09
  3. T. Studziński " Kurniawa w Karpatach " - fragmenty
    Przez sir Bazyl w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 23
    Ostatni post / autor: 04-12-2017, 00:09
  4. Dobre noclegi w ukraińskich Karpatach
    Przez Henek w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 17
    Ostatni post / autor: 28-04-2008, 21:06
  5. Zapraszam na wystawę Tadeusza Budzińskiego
    Przez leszczu w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 14-07-2005, 18:36

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •