Muszę poważnie podchodzić do ochrony przed wirusem - dmucham na zimne.
Podzielę się paroma, niekoniecznie oczywistymi, kwestiami - może się komuś przyda, bo z chaosu jaki wprowadzają wypowiedzi ekspertów, często trudno coś wywnioskować.
Bywało, że jedni mówili jedno, drudzy coś przeciwnego, a niektórzy potrafili przeczyć sobie w jednej wypowiedzi.
Generalnie dużo rzeczy nie widzą o wirusie, ale niektórzy nie potrafią po prostu przyznać, że nie widzą, bo jakimi, w ich przekonaniu, byli by wtedy autorytetami?
Wieżę, że minister zdrowia mówi prawdę, mówiąc że nie ma pojęcia, czy czeka nas włoski scenariusz, czy łagodniejszy.
Wirus zachowuje się różnie w różnych krajach, nie ma reguły. Jeżeli ziścił by się u nas scenariusz włoski, to było by bardzo źle - śmiertelność pośród starszych ludzi jest tam olbrzymia - możliwe, że dochodzi nawet do 50% zdiagnozowanych zarażonych.

Kwestie, które rozpracowywałem.
Mycie rąk. Czy jeśli ktoś nie ma dostępu do ciepłej wody, to mycie rąk w zimnej z mydłem jest skuteczne? Mówią, że tak, ale trzeba dłużej myć niż w przypadku ciepłej wody.
Jak długo wirus utrzymuje się na powierzchniach. Mówią, że nawet do 9-ciu dni, ale jeden profesor tłumaczył, że owszem wirus długo wytrzymuje na powierzchniach, ale w sterylnych laboratoryjnych warunkach.
W rzeczywistości może nie przetrwać godziny. Nie wiadomo. Podawane są wartości maksymalne.
Pranie ubrań. Wirus ginie w temperaturze 60 stopni, ale jeżeli jakiegoś gore-texa można prać w temperaturze max 30 stopni? Przypuszczam, że podobnie jak z myciem rąk w zimnej wodzie; środek do prania potrzebuje więcej czasu.
Alkohol. Najciekawsze. Usłyszałem, że spirytus jest nieskuteczny na wirusa. Na początku myślałem, że to jakieś przekłamanie. Zawsze byłem przekonany, że spirytus salicylowy skutecznie odkaża.
Tłumaczą, że specyfika wirusa jest taka, że żeby go załatwić, trzeba trochę wody. Skuteczny jest roztwór spirytusu 65-80%.
Picie, czy tylko odkażanie jamy ustnej takim roztworem jest szkodliwe - uszkadza błonę, przez co jesteśmy bardziej narażeni na zarażenie. Picie bardziej rozcieńczonego alkoholu nie jest szkodliwe, o ile nie pije się go za dużo, bo wtedy osłabia odporność.
Ruch na świeżym powietrzu. Jeżeli ktoś ma możliwość wyjścia z domu bez ryzyka, to jak najbardziej, jest to zalecane i póki u nas nie jest zabronione, to trzeba, bo ruch świetnie poprawia odporność.
Mówią, żeby to był raczej wysiłek umiarkowany, no i oczywiście z dala od innych ludzi. Mamy dobrze, bo przestrzeni u nas jest multum i znamy miejsca, gdzie ludzie nie występują. Jak się tylko ociepli to rower odkopię, póki co podjeżdżam sobie autem gdzie chcę. Przez klikadziesiąt godzin spacerów w ostatnich dniach spotkałem tylko dwie osoby, które ominąłem szerokim łukiem. Bieganie, kajak itp. - wszystko super, ale max. w dwie osoby dozwolone.
W lesie jestem bezpieczny. Ryzykuję zarażenie w sklepie. Zakupy robię co drugi dzień, trudno mi rzadziej. Chodzę w porach, gdy jest mało ludzi. Wybieram sklepy w których mogę zachować dystans. Używam płynu odkażającego i jednorazowych rękawiczek, które są dostępne w sklepie. W jednej z sieci obsługa ma maski, to też atut. W małym warzywniaku jest ograniczenie do dwóch osób - też ok.
Maseczki. Oczywiste, że ograniczają ryzyko zarażenia się. Szkoda, że u nas niedostępne. W Czechach nie można wyjść z domu bez maseczki. Ludzie sobie sami jakoś radzą, szyją sobie albo inaczej kombinują. Wszystkich przebiła jedna starsza pani na osiedlu - wyszła do sklepu z założoną na twarz podpaską!
Gdy gdzieś wychodzę na dłużej, to biorę ze sobą jednorazowe rękawiczki i płyn odkażający (zrobiłem sobie na bazie denaturatu). Przydaje się np. przy tankowaniu auta.
Odległość od innego człowieka. Raz mówią, że min. metr, raz że półtora a raz że dwa metry - wg mnie im dalej tym lepiej, niestety ludzie w sklepach nie zawsze trzymają dystans.
Jedynie podczas zakupów ryzykuję zarażenie, no z jednym wyjątkiem, spotkałem w Szklarach babcie o lasce po udarze, czekała na busa, busy przestały jeździć. Zawiozłem ją do Jaślisk, załatwiła ważne sprawy na poczcie i zrobiła zakupy a ja miałem sposobność dłużej pobyć w Jaśliskach. Odwiozłem ją później do domu, a pani opowiedziała mi bieszczadzką historie, jak w pięćdziesiątych latach jej rodzina przyjechała za pracą za Komańczę.
Generalnie teraz nie biorę autostopowiczów (dziwnie), a gdy byłem w Bieszczadach, to nie odwiedziłem znajomych, chociaż byłem np. w Smolniku.