Obiła mi się o uszy taka telewizyjna opinia jednego ze specjalistów od epidemii (nazwiska nie zapamiętałem).
Osoby, które w przeszłości zostały zaszczepione (skutecznie!) przeciwko gruźlicy, teraz mają szansę w ogóle nie zachorować na COVID-19, bądź przejść tę chorobę „małoobjawowo”, czyli łagodnie.
Jako dowód ów pan profesor przytoczył dane statystyczne dotyczące liczby zachorowań i śmiertelności. W byłych „demoludach” ww. szczepienia były obowiązkowe, a w bogatych państwach ówczesnego Zachodu - już nie. Tam szczepił się tylko ten, co chciał i zapłacił. No i widać teraz różnice w liczbach zachorowań i śmiertelności pomiędzy np. Polską a Włochami, Francją czy Hiszpanią.
O Niemczech też ów pan wspomniał. Podobno tam odporność na koronawirusa jest większa na terenie byłej NRD, gdzie uchylanie się od obowiązkowego szczepienia było verboten.
Natomiast w takich obu Amerykach to już chyba nikt nie myślał poważnie o masowych szczepieniach p-ko gruźlicy.
Jeśli owa hipoteza jest zasadna, wniosek nasuwa się jeden: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.


Odpowiedz z cytatem