Już na dzień dobry takie rozłożyste widoki !
Ech ,pozazdrościć.
Moja pierwsza Borżawa była w chmurach , a może we mgle ? trudno rozróżnić , a widoczność to w porywach sięgała 50 metrów.
Mapy mieliśmy, a jakże , nawet dwie, jedną przedwojenną wigówkę a druga to radzieckie Karpaty w skali 1:200 tys
więc z rozpoznaniem która ścieżka w borowinach, gdzie prowadziła było trudno.
Sam się dziwię do tej pory że startując z Filipca w górę wzdłuż wodopadu udało się zejść do Wołowca
... to tak dla pocieszenia , że inni mieli gorzej, ( bo jak mawiają klasycy - nic tak nie cieszy jak nieszczęście bliźniego)
Ja w takich chwilach śpiewam sobie refren tej piosenki