Zaczne od małego sprostowania (edycji nie widzę) ostatniego posta sytuacja tyczyła się oczywiście pierwszego dnia .Po kolejnych fotkach Enrico może pomysleć , że kpiny sobie z niego robię a przecież wiadomo , że z tej grupy zawodowo - społecznej (z donów znaczy) kpin sie nie opłaca robić.
Dzień 4-ty
Wczesnym rankiem idę pod wodospad. Nazwa jakaś taka znajoma -Szepit.To urokliwe miejsce ale właśnie o tej porze . Później rozkładają się handlarze przewija się dość sporo ludzi.
Karp. ws 121.jpgKarp. ws 115.jpg
Dzisiaj dzień wolny. Wczoraj trochę poiskrzyło w stadzie i dzisiaj nasiadówa w bazie. Kombinujemy z kolegą czy może przejść górami do Wołowca. Prognozy fatalne w południe burze. Dobra, siedzieć w pensjonacie nie będziemy – ruszamy „w miasto” poszukać starej zabudowy. Coś tam znajdujemy , ładna cerkiew jeszcze nie obita tą popularną w okolicy blachą. Jest też muzeum miniatur cerkwi ale przegrywa z bliższym wyszynkiem.
Karp. ws 239.jpgKarp. ws 240.jpgKarp. ws 230.jpgKarp. ws 234.jpgKarp. ws 236.jpg
Zaczyna się chmurzyc i burzyć więc czas wracać. W pierwszych kroplach deszczu wpadamy na Krupówki. Dzisiaj spożywamy w towarzystwie motolotniarzy z Gimby. Na obiad – szaszłyk jagnięcy pod wodospadem. Taka ciekawostka wejście biletowane – jedyna kasa fiskalna jaką spotkaliśmy w górach. W bazie na wieczór szykowana jest imprezka. Jest wystawnie , przeprosiny za wczorajsze ekscesy i nawet tańce!!!Nie do końca o coś takiego chodzi mi na wyjeździe górskim ale część ekipy jest wniebowzięta.


Odpowiedz z cytatem