Kulczyk1 lakonicznie napisał o Użgorodzie
a szkoda, że tak niedoceniane jest to miasto ,bardziej węgierskie niż ukraińskie, a i synagoga piękna jestruszamy w miasto. Niezgorsze a skansen całkiem -całkiem.
Kulczyk1 lakonicznie napisał o Użgorodzie
a szkoda, że tak niedoceniane jest to miasto ,bardziej węgierskie niż ukraińskie, a i synagoga piękna jestruszamy w miasto. Niezgorsze a skansen całkiem -całkiem.
Od rana pada , z różnym natężeniem ale ciągle.Moja propozycja przeczekania kilku godzin w namiotach przepada w głosowaniu. Dzisiaj w planie przejść pod Popa , skoczyć na Berlebaszkę i Pietrosa . Plan na pół dnia a już zaczyna się sypać. Po sniadaniu ruszamy , jednemu z kolegów wczoraj szło się jakoś źle więc dziś ruszył wcześniej by mieć fory. Idziemy w niskich chmurach , deszczu lub 2w1. Przewodnik robi swoje np. wchodzimy na wychodnię skalną , z której widać jedną z lepszych panoram Czarnohory. Jest to niewykluczone , wierzymy na słowo bo widoczność dzisiejsza to 5-15 metrów. Dłuższy czas idę przodem i nagle w pewnym momencie zauważam , że nie widać kompletnie śladów naszego przodownika (nie mylić z przewodnikiem)- jakiś Winnetou czy co? Po jakimś czasie telefonuje do kierownika , że się zgubił. No coś się zaczyna dziać. Wiekszość lokuje się w dożywającej swej dni stai na poł.Berlebaszka dzieląc ją z przeczekującymi deszcz borówkarzami a ekipa ratunkowa rusza po zgubę. Mija kolejne pół godziny i jesteśmy w komplecie. Przechodzimy na poł. Łatandur a tam tłumy jak na Chochołowskiej. Trzy obozowiska namiotowe (czekają na poprawę pogody) ,borówkarze , grzybiarze (mamy wysyp , grzybów jest moc). Sa niezłe miejscówki noclegowe ale w każdej piec hula na pełnych obrotach i suszą się grzyby. I tu przydaje się przewodnik gdzieś tam podzwonił i rzecze , że jest schronisko (zajęte) ale ma banię w osobnym budynku i możemy ją zająć. Bierzemy. To jakaś godzina marszu i jesteśmy na miejscu.
Karpaty wsch.2 098.jpgKarpaty wsch.2 083.jpgKarpaty wsch.2 087.jpg
Rozpalamy w piecu robi się przyjemnie ciepło , obiadek , przestaje padać i suszymy namioty. Pod wieczór zaczyna się przejaśniać .Jest nadzieja na lepsze jutro. Bonus – w schronisku można kupić piwo , w ilości ograniczonej ale jednak.
Karpaty wsch.2 100.jpgKarpaty wsch.2 089.jpgKarpaty wsch.2 090.jpgKarpaty wsch.2 097.jpg
Dziś kończymy „działania oblężnicze” , pora na atak szczytowy. Pogoda rankiem niezła.
Karpaty wsch.2 103.jpg
Wracamy pod Berlebaszkę i wejdziemy od północy . Nasz zaginiony wczoraj kolega znowu wyszedł wcześniej i poszedł za daleko . Po wczorajszych uwagach kierownika , że z torbami go chcą puścić on i miejscowy operator telefoniczny – wziął i wyłaczył aparat. Widoki dopisują choć im wyżej tym więcej przewalających się przez grań chmur.
Karpaty wsch.2 116.jpgKarpaty wsch.2 107.jpgKarpaty wsch.2 115.jpg
Zatrzymujemy się dłużej na przedwierzchołku a w tym czasie powoli ale systematycznie prący do przodu nasz gubiący się kolega wchodzi pierwszy na wierzchołem. Takie tam śmichy-chichy w temacie racjonalnego rozłożenia sił w wyprawie i po chwili jesteśmy w komplecie. Trochę to trwało . Nieco ponad sto lat temu polscy legioniści podobnej długości trasę co my z Rachowa tylko oni od południa , w zadymce śnieżnej pokonali w 8 godzin.
Karpaty wsch.2 125.jpgKarpaty wsch.2 138.jpgKarpaty wsch.2 121.jpg
Sesja foto na szczycie , towarzystwo szuka co ładniejszych ujeć na turniczkach poniżej ja zaglądam za słupkami granicznymi. Po południowej stronie morze chmur.
Karpaty wsch.2 158.jpgKarpaty wsch.2 145.jpgKarpaty wsch.2 149.jpgKarpaty wsch.2 151.jpgKarpaty wsch.2 152.jpgKarpaty wsch.2 154.jpgKarpaty wsch.2 156.jpg
Kawałek granią a potem żlebem wracamy do schroniska. Dodania nas burza – pioruny napierdzielają , deszcz – dosłownie oberwanie chmury. W bani każdy zakłada co tam ma suchego , szybki obiad i deszcz mija , pięknie się wypogadza – nie ma jednak sprawiedliwości na tym świecie. Schodzimy początkowo jakąś dziwnie znakowaną ścieżką ( to chyba znakował właściciel schroniska) następnie droga do Diłowego. Bus już czeka , wracamy do Uzgorodu. Rano jeszcze zakupy - udało się znaleźć księgarnię z mapami (kupuję jak leci) . Troje wraca przez Słowację – 3 godziny na przejściu. Nasz czwórka przez Krościenko – praktycznie z marszu.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)