Szybka pętelka do Jasiela i dożywianie owczarków

Jest dopiero lekko po południu, jeszcze mogę gdzieś pojechać. Dzisiaj wszystko jest na „Ja”, więc może do Jasiela. Po drodze Zakład Karny w Moszczańcu. Jakoś tu pusto. Brama otwarta, ludzi nie widać, zwierząt nie widać. Stąd do Jasiela jedzie się wygodną drogą szutrową, niedostępną dla samochodów.


Dzisiaj na polu biwakowym w Jasielu są tłumy. W sobotę i niedzielę pewnie będą jeszcze większe. Chyba się skończył Jasiel spokojny i kameralny.


Po nocnej ulewie wodza spływa z gór różnymi sposobami.


Z Jasiela zjeżdżam do Woli Niżnej. Na parkingu w dolinie Jasiołki (ostatnie miejsce, dokąd można legalnie dojechać) stoi kilkanaście samochodów.


Z Woli Niżnej jadę z powrotem do Moszczańca, ale już asfaltem. Na łąkach po południowej stronie drogi pasie się wielkie stado owiec. Przystaję tam, by sfotografować przydrożny krzyż. Od stada odrywają się dwie białe postacie i biegną do mnie. Juhas coś krzyczy. Ja nie rozumiem co on krzyczy a białe owczarki go chyba nie słyszą.


Owczarki podbiegają do mnie, dodatkowo zatrzymuje się dwóch motocyklistów z chęcią niesienia pomocy napadniętemu rowerzyście.
Samotny wędrowiec w terenie zagrożonym powinien mieć zawsze w pogotowiu środki obrony. Najlepszym sposobem na owczarki są „obamki”. Trzeba je nosić/wozić w łatwo dostępnym miejscu i podać owczarkowi przez zaskoczenie


Pieski dostają po jednym „obamku”. Zjadają szybko i wylizują okruszyny. Ja w tym czasie fotografuję krzyż.


Znów idą w moją stronę, jakby pytając ”tylko tyle”? Dostają kolejną porcje i żegnamy się w przyjacielskim nastroju. Juhas przestaje krzyczeć, zdziwieni motocykliści odjeżdżają na swych stalowych rumakach.


Obamki są przysmakiem psów pasterskich także w innych krajach (tutaj: Alpy Rodniańskie). Trzech fotografów dokumentuje!


Co to są obamki i jak się je robi - opowiadam tylko osobiście. Zawsze z degustacją