Baczny obserwator na pewno zauważył, że opuściliśmy na Krysowej czarny szlak i przenieśliśmy się na zielony. Gdyby nim dalej iść, doszlibyśmy do Terki i musieli wracać parę kilometrów asfaltem do samochodu w Polankach. Dochodząc do Połomej, zrobiliśmy naradę topograficzną, połączoną z obserwacją zapylania jeżyny (albo jakiejś innej ...ny).


Nie było tu pszczół, więc w zastępstwie zapylały jakieś inne owady.


W wyniku narady skręciliśmy ze szlaku w lewo, na szczyt Połomej, zamierzając schodzić grzbietem w kierunku pn.-zach. do drogi asfaltowej. Grzbiet był bardzo przyjazny, bez krzaków i większych przeszkód.


Gdzieniegdzie poniewierały się zabawki z wojny.


W pewnym momencie doszliśmy do miejsca, w którym zaczynała się uformowana spychaczem droga. Tak, jakby robiona na nasze zamówienie.


Skorzystaliśmy z tego udogodnienia, spokojnie schodząc w dół i obserwując na niejeżdżonej drodze tropy zwierzątek.







Tego dnia, wbrew przewidywaniom, nie spotkaliśmy po drodze ani jednego miejsca z wodą do picia. Zapasy uzupełniliśmy dopiero tuż przed zejściem na asfalt. W domu wprawdzie mamy wodę bieżącą, ale - z przyzwyczajenia - nabraliśmy do butelek.


Zgodnie z planem zeszliśmy na asfalt w Polankach. Terka zaczynała się 150 m na północ stąd