W czwartek, 25 czerwca 2020 roku dwuosobowa ekipa, w skład której wchodził jeden bezrobotny i jeden emeryt, wybrała się w Bieszczady. Ten status zawodowy pozwala na wyjazd w góry nie tylko podczas weekendu. Rodzina i znajomi straszyli nas, że Podkarpacie jest mocno pozalewane a będzie jeszcze bardziej. Ale Bieszczady to już Karpaty, a nie Podkarpacie, więc może tam nie zalewa.

Po dotarciu na miejsce, przy jednym z dwóch domów we wsi zostawiliśmy samochód. Trochę niżej, na drodze były naniesione przez wodę konary, krzaki, kamienie i inne różności leśne. Nasz samochód został tuż obok pojazdu gospodarzy, wiec w miejscu bezpiecznym.



Bez zbytniego ociągania się ruszyliśmy pod górę. Zbliżała się 18:45, a chcieliśmy jeszcze zobaczyć panoramę ze słynnej wieży widokowej.

Wygląd leśnych dróg wskazywał, że jakiś czas temu coś tutaj padało, ale taki stan dróg spotyka się tu również w okresach suchych.



Jeszcze przed 21 dotarliśmy na szczyt.



Ostatni raz byłem tu równo 32 lata temu i zauważyłem na szczycie ten sam punkt triangulacyjny - trójnóg z betonowych słupków, łączonych w połowie długości stalowymi płaskownikami. Nie lubię się pchać przed obiektyw ale tym razem poprosiłem Pawła, żeby żeby mi zrobił zdjęcie przy trójnogu, bo na zdjęciu sprzed 32 lat się nie załapałem
Jeśli ktoś jeszcze nie wie, co to za góra – jest podpisana na słupku nad głową modela.



Pomimo zapadającego zmroku widok był piękny i czytelny. Ogólnie nie lubię takich wynalazków, jak wieże widokowe, ale ta mi się wyjątkowo spodobała.