Gdy już przebrnęliśmy grzęzawisko wjechaliśmy leśną dróżką wzdłuż granicy wypatrując miejsca gdzie odbija niebieski szlak na Słowację
W miejscu gdzie miał być to go nie było, cóż pomknęłiśmy łąką w dół
...

...
Wkrótce otworzyły się śliczne widoki na dolinę , a polnej drogi zrobiła się asfaltowa dróżka i niebieski szlak się znalazł
...

...
Tą asfalcianką pędzimy w dół tracąc wysokość w zaskakującym tempie aby dotrzeć do wsi Habura
Tu szybko przejeżdżamy koło cerkwi aby przy centralnej ulicy zaparkować rumaki
Sympatyczna pani barmanka zaproponowała nalanie lanego albo do kufla z uchem albo bez ucha
Rozpusta za 1,10 euro
...

...
Po uzupełnieniu niezbędnych zapasów płynów spokojne ruszyliśmy w dalszą drogę
oglądając miejscowe obiekty religijne
Pasowało by tu jeszcze coś napisać o "rebelii Haburskiej" jaka miała miejsce prawie 100 lat temu, ale to nie przewodnik
...

....
i wreszcie jest cel naszej podróży
...

...
Więc jak się można było spodziewać kierujemy się prosto do celu który nazywa się
Hostinec u Gajdosa
...

...
i tu można by zakończyć tą długą , przynudnawą relację,
... ale niestety będzie ciąg dalszy