Czterech panów B.
Wrócę jeszcze do przyjemnego - moim zdaniem - momentu na odcinku szerokiej drogi z huczącymi pojazdami. Spotkaliśmy tam pracownika zakładu gazowniczego, który szedł z nami przez kilka kilometrów. Opowiadał, że ostatnio pracował w Polsce i nawet nauczył się kilku słów (to takie, które automaty na forum wycinają). Zaprosił na na obiad do swojej stołówki. Stołówka wydaje obiady od 13:00 ale dla zaproszonych gości znalazło się jedzenie już o 11. Załoga była bardzo sympatyczna. Na obiad dostaliśmy barszcz ukraiński, pielemieni (pierogi z mięsem) i pyszny kompot z suszonych owoców. Kosztowało nas to ok. 5 zł na osobę.
Za Wielką Rokitą nie było już przykrych niespodzianek. Długi popas z uzupełnieniem zapasów wody odbył się na rozległej Połoninie Tołsytyj.
Ostatni górski odcinek prowadził na górę Smericzok, gdzie rozgałęzia się główny grzbiet Beskidu Huculskiego. Tu skręciliśmy w lewo, na zachód i nieodwracalnie opuściliśmy tereny powyżej 1000 m n.p.m. Jako miejsce noclegowe spodobało nam się wzgórze Stajki 951, gdzie stanął ostatni obóz.
W pobliżu starsza pani zbierała borówki. Z tyłu Chomiak w Gorganach.
Potem zapłonęło ognisko ...
... i zaszło słoneczko.
![]()
Tak, Wojtek ma rację: obiad w stołówce pracowniczej był bardzo miłym zaskoczeniem. A i rozmowa ze wspomnianym Ukraińcem była ciekawa. Ale poza obiadem, rozmową, porządkiem, medycyną, edukacją i winem (*) - absolutnie nic
(*) "Żywot Briana", Monty Python
Ostatnio edytowane przez bartolomeo ; 14-08-2021 o 13:26 Powód: Literówka
Czterech panów B.
Niedzielny poranek. Po ostatnim noclegu trzepanie namiotów. To ostatnie miejsce, w którym mamy "wokół góry, góry i góry".
Zaraz po wyjściu na drogę okazało się, że spaliśmy tuż obok tego gazdostwa. Żegnamy się z woryniami i stogami siana.
Po lewej ostatnia na naszej drodze staja pasterska. Widoczna droga grzbietowa prowadzi na ostatnią górę na trasie - Makowicę 984 m. To już trzecia Makowica na naszej wycieczce.
Niedyskretny teleobiektyw. Co robił dawniej w niedzielę baca, gdy nie było telefonów komórkowych?
Wędrowców z namiotami widziało się tutaj rzadko. Spotkani pod Makowicą wyszli prawdopodobnie tylko z Jaremcza lub Dory na biwak w ładne miejsce i wkrótce wrócą, skąd przyszli.
Pod nami dolina Prutu.
Na ostatniej mili trochę głazów na pożegnanie.
Zostawiona na przypadkowym parkingu w centrum Jaremcza Skoda stała nienaruszona na swoim miejscu. Być może pilnował jej taki wielki żołnierz z karabinem z sąsiedniego pomnika.
![]()
Ja wrócę jeszcze na chwilę do sobotniego, ostatniego wieczora w górach. Ładny był:
Po kliknięciu większa wersja.
A i poranek niebrzydki
Jeszcze pomnikowy koń...
...i jedyny z terenowych samochodów, który mi się spodobał
A potem już tylko...
taki wielki żołnierz z karabinem z sąsiedniego pomnika.
... auto, granica, dom.
Czterech panów B.
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)