Cytat Zamieszczone przez Petefijalkowski Zobacz posta
Do cabany jest to droga publiczna.
W Rumunii jest pełno dróg publicznych (niekoniecznie tylko asfaltowych) w parkach narodowych, a te które są nieudostępnione, najczęściej są oznakowane wyraźnymi zakazami i tablicami. Można więc spokojnie legalnie pojeździć po Karpatach motocyklem, quadem czy samochodem (zresztą niekoniecznie od razu na terenie parku) i wcale dla pięknych widoków nie trzeba od razu niszczyć kosówki, robić kolejnych niepotrzebnych śladów (te, które istnieją, są używane m.in. przez miejscowych, pasterzy czy, jak opisana wyżej, do schronisk i pensjonatów) czy tym bardziej wjeżdżać w zakazy. Zresztą rumuńskie służby w ostatnich latach wyraźnie wzięły się za nadgorliwych offroadowców i organizują obławy (włącznie z użyciem helikopterów), zwłaszcza na tych ryjących i ryczących w ekipach po kilkanaście sztuk pojazdów. A mandaty niemałe - od 5 do 30 tysięcy RON (1 RON to +/- 1 PLN).

To samo jest na Ukrainie (może pomijając helikoptery i wysokość sztrafu). Powodem pierwotnym afery były kilkudniowe rajdy terenówek organizowane przez Ukraińców (np. Karpacki Kordon nawet na 100-150 maszyn!), na które gremialnie jeździli Polacy, bo tanie paliwo i tanie wpisowe, a właściwie tzw. "kaucja ekologiczna" (jakiż piękny termin, znowu ta medialnie wyświechtana "ekologia") z wysokości kilkuset hrywien, a którzy po kilku "zaliczonych" edycjach zaczęli użytkować otrzymane ślady GPS do niewiele mniejszych grupowych wyjazdów, ale tym razem już na własną rękę, bez organizatora ukraińskiego (co cwańsi sami zaczęli organizować takie spędy). No to Ukraińcy się wnerwili. Jak zwykle o co chodzi? O pieniądze. No i teraz na granicy ukraińskiej Polacy słyszą warknięcia "u siebie se jeździjcie".

W Rumunii również chodzi o mamonę. Unia naciska (ogólnounijny przepis o ograniczeniu ruchu w lasach), a i budżet przy okazji można podreperować, zarówno od organizatorów, jak i uczestników spędów. Nic to wspólnego z prawdziwą ochroną przyrody nie ma, niestety. Z tym, że Rumunii są dość wyluzowani w tym temacie, jako że u nich dużo terenów w górach (w sensie: nie w dolinach) to odległe wsie, osady i pastwiska, do których i tak trzeba jakoś dojeżdżać; więc raczej biorą się za grupy, niż za indywidualnego piknikowego turystę w samotnej terenówce; tutaj zresztą ma miejsce sytuacja jak z przewodnikami tatrzańskimi - spotkałem np. parkowy samochód terenowy prowadzący takiego turystę w drugim aucie w samym środku płaskowyżu Padis (w okolicach Poiany Ponor), auta jechały spokojnie, nikt na nikogo nie warczał (parkowcy zatrzymali się, żeby pogadać, ja stanąłem właśnie na "piknik" przy drodze). Da się? Da się. Na zachodzie są całe trasy turystyczne w Alpach czy Pirenejach udostępnione dla samochodów terenowych, włącznie z możliwością zakupu przewodników (roadbooków) książkowych (nota bene wcale nie tanich).

Zaś jeśli idzie o głośne "eko-bojówki" typu grinpisowego (podejrzewam, że taki przypadek mógł mieć miejsce na Pikuju) - mają tyle wspólnego z ochroną przyrody, co celebryci z charytatywnością. Blokują, wieszają się na drzewach, protestują dopóki nie dostaną jakiegoś dofinansowania od "truciciela" (a co najmniej nie popiszą się "udaną akcją" w mediach społecznościowych). Swoją drogą, głupio by było, gdyby nagle pozamykali te obecnie dostępne i legalne z powodu właśnie takich spędów jak opisane wyżej, czy dlatego, że grinpisy wrzeszczą. Dlatego, jak słusznie prawi Verid, trzeba na spokojnie, bo agresja z reguły skutkuje rykoszetem. Spokojna rozmowa rzadko kiedy kończy się fiaskiem, a na te kilka procent idiotów, co do nich nie dociera na spokojnie, i tak nic oprócz groźby 9mm nic nie pomoże, więc trzeba z tym jakoś żyć. A stawiać się w jednym rzędzie z wrzeszczącymi grinpisopodobnymi uważam za naiwne i szkodliwe dla wszystkich, również dla miejscowych, co widać u nas, gdzie rolnik ma problemy z dojazdem do pola, bo ślad (bo nawet nie droga) do jego pola nagle stał się GreenVelo (czy jakoś tak) i musi użerać się z kolorowo odzianym idiotą na dwóch kółkach (tak, znam takich rolników osobiście).

Jak łatwo podzielić społeczeństwo za pomocą pretensjonalności czy uprzywilejowania pewnych grup...