Masz rację - to dwa różne przypadki, ale czy rzeczywiście objęte zakazem?
Co to tego pierwszego zakazu pewności nie mam - przytoczyłem informacje z FB, że strażnik, że szlaban - więc raczej nie ma wjazdu bez zgody. Znacie te tereny to się wypowiedzcie, jak tam jest.
Odnośnie mojego przejazdu 566 - po prostu tym razem pojechałem na posterunek Policji w Ulič i tam uzyskałem informację, że mogę przejechać. Pytałem jeszcze czy na pewno, bo park, bo zakaz - tak, mogę jechać, choć droga niedobra.
Podjechałem pod wieżę widokową (z dużą przesadą można ją tak nazywać). Tam spotkałem Słowaków, którzy akurat zwijali namioty po nocowaniu. Dojechali Dusterem. Również ich pytałem, czy można tą drogą wjechać legalnie i czy pod wieżę również. Potwierdzili, jak też powiedzieli, że dalsza część drogi jest również legalnie przejezdna.
Nie pcham się na drogi, gdzie dla mnie obowiązuje zakaz i to nie tylko z oszczędności. Ale mierżą mnie pojawiające się coraz częściej hejty, dość często nieuzasadnione. Czasami mam wrażenie, że pieszy turysta za bardzo wynosi się ponad turystów uprawiających inny rodzaj turystyki. Bo przecież jakiż to on nie ekologiczny, wcale nie truje powietrza, nie płoszy zwierzyny.
Tylko może zapomniał, że na nogach w zwiedzane tereny nie przyszedł?
Teraz jest moda na ekologię, choć mało który z zielonych ma pojęcie, czego żąda i jaki to ma sens...
Mogę w tym temacie?Nie będę pisał o innych, jedynie o sobie - na motocykle, quady i terenówki reaguje w górach... nerwowo
nie dlatego, że ekologia, nie dlatego, że "wynoszę się ponad turystów uprawiających inny rodzaj turystyki" (mam nawet wrażenie, że to mnie kierowcy traktują z wyższością, trochę tak jak wcześniejszy etap ewolucji). Nie zwracam też uwagi na to, czym kto w góry przyjechał (to żeś argument wymyślił, a jak pociągiem przyjadę?
).
Samochody i inne doprowadzają mnie do szału przez swoją inwazyjność: hałasują, śmierdzą i oczekują, że im się z drogi usunę. Jadę w góry odpocząć od spalin i wyjących maszyn a te diabelskie potwory mnie tam doganiają i wyją jeszcze głośniej niż w mieście - część z Was tak przerabia tłumiki w swoich maszynach aby nie daj Boże niczego nie tłumiły a raczej aby wzmacniały (wiesz doskonale, że właśnie tak robią często asfaltowi motocykliści, niedawno jeden z crossowców potwierdził mi że i terenowych maszynach to się zdarza). Spaliny w górach śmierdzą czasem tak intensywnie, że przez zaskakująco długi czas to nie mija. Terenówki kurzą w suche dni tak obłędnie, że oddech trudno złapać, a w mokre produkują rzeki błota na drodze. I trąbią abym się usuwał. Czy Wam, kierowcom tych szatańskich wynalazków, wydaje się, że skoro mijacie pieszego w kilka chwil to i pieszy tylko przez moment Waszą obecność czuje?
Moim zdaniem nie da się w tym samym miejscu uprawiać turystki pieszej i zmotoryzowanej. Albo jedno, albo drugie. Z mojego punktu widzenia drogi opanowane przez zmotoryzowanych absolutnie nie nadają się do pieszej wędrówki, po cholerę mam jechać w takie góry skoro podobne przeżycia mogę mieć wędrując wzdłuż drogi krajowej gdzieś blisko domu?
Z mojej prywatnej mapy każda góra opanowana przez zmotoryzowanych znika. Nie ma jej, przestaje istnieć. Ostatnio tak zniknęła Mała Rokita![]()
Czterech panów B.
Możesz :)
Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż się to wydaje. Zależy - dieslem czy elektrykiem. Wg niektórych elektryczne są ekologiczne, ale nie zdają sobie sprawy, że prąd nie jest z gniazdka. Zresztą teraz choćbyś i konno przyjechał to też się znajdą negatywy. Bydło (konie to też bydło) produkuje duże ilości metanu, co podobno mocno szkodzi naszej atmosferze.
Nam tu w Europie podwiązują już nabiał, a nikt nie patrzy, ile CO2 produkują choćby Chiny...
Nie zaliczaj mnie, proszę, do tego towarzystwa tylko dlatego, że jeżdżę na 2 czy też 4 kółkach. Przerobić wydech to trzeba z głową, wybebeszenie wnętrza to wiejski tuning (choć teraz pochodzących ze wsi obrażam). Mógłbym w stosunku to tych pseudo-motocyklistów użyć mocnych słów, ale oni tego nie pojmą. Tak jak nie pojmują co to jest efekt Dopplera, jak nie rozumieją zjawisk zachodzących przy przepływie spalin. Pocieszające jest to, że taki dłubacz ma szansę nie za długo cieszyć się sprawnością swego moto
Szacunek.
To w czasach dzisiejszych coraz częściej tylko słowo bez znaczenia.
Też podczas wędrówek spotykałem crosy, ale żaden nie wkurzył mnie tak bardzo jak jeden jełop z mej mieściny. Lata temu poszliśmy z żoną i tyle co uśpionym dzieckiem na spacer do centrum miejscowości (uzdrowiskowa!). Niedziela, spokój i ten mądry inaczej - wybebeszony wydech i jeździ tam i nazad. Pół biedy, jakby gazu używał z głową, ale on jakby z premedytacją odkręcał go przy nas. Szpan czy co?
Dziecko się rozbudziło, na szczęście gość pojechał w inną okolicę.
A wystarczyło tylko odpuścić trochę gaz przejeżdżając koło pieszych, może nawet zwolnić. Silnik na luźnym wydechu ale nieobciążony jest sporo cichszy.
Da się. Jak chodzę to wyszukuję tras takich, by nawet ludzi nie spotykać, nie pcham się w mocno oblegane miejsca. Jak jeżdżę to również taki schemat wybieram. Nawet jak spotkam kogoś na trasie (piechura) to na spokojnie koło niego przejadę, czasem się zatrzymam, pogadam, a nie uprawiam przy nim orkę.
Góry się zmieniają, przecież jeszcze nie tak dawno dawało się pójść na główne szlaki bieszczadzkie latem.
A teraz przemykamy się w innych terminach...
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)