Bartolomeo, wysłałem Ci poniższe na p.w., pozwolę jednak sobie (z niewielkimi poprawkami) załączyć do wątku.

Mniemam, że nie doczytałeś tego, co napisałem POD zdjęciami.
Bynajmniej nie odwracam kota ogonem - tak samo nie toleruję grupowych quadziarzy (którzy, gdyby im pozabierać nawigacje, zgubiliby się w terenie zanim by weń wyruszyli), jak tych tłumów na załączonych zdjęciach. Ilość przechodzi w bylejakość - zbiorowa głupota "użytkowników" przyrody jest wynikiem m. in. wcześniejszej popularyzacji - i skutkuje zniszczeniem miejsc odwiedzanych (w przypadku pieszych - są to choćby tony śmieci, nie wspominając o harmiderze i kakofonii jakie tworzą itp.). Ale turysta "z krwi i kości", czy to piechur niosący na plecach dobytek na długą wędrówkę czy nawet na motocyklu czy w terenówce (choćby niektórzy z tutejszych forumowiczów, w tym pewne, dość znane z ciekawych filmików przyrodniczych, małżeństwo B.; turystę motoryzacyjnego, nawet motocyklistę, jadącego spokojnie, często słychać w ostatniej chwili) - to zupełnie inna bajka.
Owszem, nie da się jednak usystematyzować takiego "prawdziwego" (świadomego) turysty; ot, najczęściej poznajesz "na węch" lub po wymianie kilku zdań; najłatwiej poznać, gdy takowy wędruje indywidualnie, a nie w dużej grupie.
Niestety popularność (ciągle rosnąca) wszelakich form odrywania się od nudnej codziennej rzeczywistości (domowej, korporacyjnej etc.) doprowadziła niezliczone tłumy w miejsca, gdzie nie powinno ich być.
Uprzedzenia do motoryzacji można mieć, ale też trzeba zauważać wyjątki. Nie wszyscy są tacy źli, tak jak i nie wszyscy piesi to aniołki.
Przy czym "współpracę" ze "służbami" czy "aktywistami" uważam za bezcelową, a nawet szkodliwą - z reguły nie prowadzi do oczekiwanych skutków, a często odbija się rykoszetem na tych "prawdziwych" - mimo wysokich mandatów śmiecące tłumy w parkach narodowych są bezkarne, za to łatwym celem dla straży jest pojedynczy śpiący w kolebie czy kosówce wędrowiec.

Pozdrawiam.