Nie tyle zachęty, co oferty tzw. trekingów czy wycieczek zorganizowanych.
To znaczy, że w niedługim czasie będą tam całe chmary ludzi.
Moda.
Jak na bieganie, morsowanie, rowerowanie etc.
Żeby po weekendzie można było powiedzieć w pracy: "jestem aktywny".
U nas tez jeszcze nie tak dawno było pusto. Obecnie mamy tłumy - a najczęściej można spotkać właśnie takich jednodniowych "korpoturystów", których wyróżniają modne sportowe wdzianka (właściwie to złe stwierdzenie "wyróżniają," bo prawie wszyscy noszą tak samo agresywnie jaskrawe kolory), smartfony z aplikacjami typu "zobacz, fejsbuczku, gdzie jestem", ewentualne "piwerko" na szczycie (najlepiej pokazujące etykietę, jak gdyby producent płacił za to), "ekologiczność" na pokaz, a prawdziwego plecakowca-włóczęgi ze świecą szukać (zresztą ci raczej unikają miejsc tłumnie odwiedzanych). I na Ukrainie już niedługo będzie identycznie. Kiedyś myśmy jeździli na zachód na szparagi, teraz oni jeżdżą na zachód. Nauczą się i być jednodniowymi masowymi górskimi selfikarzami, właściwie już to się dzieje. Ta akcja z blokowaniem quadów na Pikuju również wydaje mi się bardziej wtapiać w zachodnią retorykę agresywnej "ekologiczności" na pokaz, niż w zdrowy rozsądek turystów, którzy chcą mieć święty spokój w górach. Agresja (obustronna) jakoś mi nie idzie w parze ze świętym spokojem.
W ogóle masowość i fejsbukowa medialność wspomnianej wyżej "korpoturystyki" nie idzie z nim w parze.


Odpowiedz z cytatem