A ja nie podzielam. Nigdy nie miałem ambicji tworzenia "kompletnej" relacji, tak jak nie miałem ambicji pisania przewodnika. Pokazuję to co chcę zapamiętać, to co było ciekawe i warte uwagi. Ludzi i rzeczy, które mi przeszkadzają, staram się nie zauważać tak długo jak to możliwe. Niestety coraz częściej to niemożliweJak ktoś oczekuje ode mnie obiektywnej wiedzy, kompletnej relacji, szczegółów, zakrętów, liczby mijanych ludzi i tym podobnych nieistotnych dla mnie szczegółów to ich u mnie nie znajdzie.
Spędził noc na szczycie i grzał się w słońcu bo nocował bez namiotu. To był chyba taki Turysta przez wielkie T, oddany górom całym sercem, z bliską mi koncepcją, że jak trzeba góry wykorzystywać gospodarczo (np. wspomniani już grzybiarze) to trzeba, ale pozostawić po sobie należy porządek a nie ten burd... bałagan z tymi paskudnymi chatkami mijanymi przez nas wcześniej. Te chatki postawiono jako miejsca noclegowe dla brygad zbierających brusznicę - byle więcej i byle szybciej, zjazd do wsi były niepotrzebną stratą czasu więc zbieracze nocowali podczas "żniw" na górze.
I na koniec tego przydługiego gadania postument na szczycie Menczyła.
Usłyszeliśmy legendę jakoby był postawiony przez... na cześć..., ale nie pamiętam przez kogo i na czyją cześćPo prawdzie sam opowiadający nie był przekonany do prawdziwości tej legendy. Tak słyszał i to nam powtórzył.
A ja myślę, że - tak jak słupy na Wielkiej Rawce czy na Pikuju - to był element austro-węgierskiej sieci geodezyjnej. Bo ilu ludzi mogło wpaść na pomysł aby na część tego czy innego Masaryka postawić identyczny postument na mającej podobne walory widokowe (czytaj: widocznej z wielu miejsc) górze?
Jak się już rozstawaliśmy nasz rozmówca niejako "przekazał" nam... Topasa! Ale nie tego ze stalową wieżą, zupełnie innego!![]()




Odpowiedz z cytatem