Na Małym Menczyle była mała wyprawa po wodę do nisko położonego źródła. Poszły dwie osoby plus pies, ja zostałem pilnować plecaków.
Główny grzbiet z Topasem, do którego mamy dotrzeć widać tuż, tuż, jak na wyciągnięcie ręki (nie wiemy jeszcze, że dotrzemy tam dopiero jutro, w samo południe). Obejście przez dolinę Terebli też widać - jest gdzieś tam daleko, daleko. Idziemy rurociągiem!

Nad głowa psa Topasa - góra Topas z wieżą.



Czyż nie jest on "na wyciągnięcie ręki"?



Widok na nieco zarośniętą nitkę rurociągu.



Przejście odcinka ok. 5 kilometrów zajęło nam ok. 4 godziny, do przełęczy w grzbiecie głównym miedzy 1184 a Wosową 1379 doszliśmy pół godziny przez zmrokiem. Przełęcz nie była szczególnie urokliwa, ale znalazło się miejsce na dwa namioty i nieco drewna na ognisko.