Na przejściu granicznym w Krościenku byliśmy jedynym samochodem, ale ok. 15 minut przejazd zajął. Droga na Turkę do Boryni jest już na europejskim poziomie. Ładnie wyasfaltowany jest też zjazd w Boryni, ale na pamiątkę zostało kilka wielkich dziur i odcinek z kostki w centrum wsi. W dolinach snuły się mgły a w górach świeciło słońce.



Pierwszy postój krajoznawczy miał miejsce na parkingu nad Wołowcem, skąd ładnie wyglądała wysoka bieszczadzka góra.



Kolejny przystanek to Przełęcz Synewirska.



W tutejszym sklepie z towarami regionalnymi można było kupić chyba to samo, co w podobnych sklepach we Lwowie, Kijowie i Mikołajowie.



Na mocno eksponowanym miejscu, tuż obok fujarek, stały takie oto przyrządy pomiarowe (ukr. чоловік = mężczyzna)



Kołoczawę minęliśmy szybko, planując zatrzymanie się tutaj w drodze powrotnej i dotarliśmy bez problemu na Przełęcz Przysłop.