Gdy poszliśmy spać, pies został przy dogasającym ognisku. Rano omal go nie rozdeptałem, gdyż w nocy wlazł bez pukania pod tropik i mocno spał, wiedząc, że opiekunowie dobrze go pilnują
Poranek u nas na przełęczy był ponury. Widzieliśmy całkiem niedaleko zbocza i lasy oświetlone ostrym słońcem a tutaj było mokro i zimno.
Zwinęliśmy ociekające namioty i bez śniadania ruszyliśmy do góry. Pierwszy odcinek był skalisty i bardzo stromy. Ale cieszymy się, że jesteśmy już na grzbiecie głównym i idziemy "wzdłuż".
Do słońca i ciepła dotarliśmy na połoninach pod górą Wosowa i kawałek za szczytem zrobiliśmy długi postój, połączony ze śniadaniem i suszeniem namiotów.
Suszarnia z widokiem na Menczył.
A z przeciwnej strony widać Gorgany.
O tej porze roku połonina jest rzeczywiście krasna a my zbliżamy się do - widzianego już trzeci dzień - Topasa.
Na grzbiecie Krasnej nie ma już osiedli noclegowych zbieraczy, zdarzają się pojedyncze, naprędce sklecone budki.
Uzupełnienie wody w skromnym źródełku.
Teraz na Topas już naprawdę niedaleko (pół godziny).
Mam nadzieję, że Bartoloomeo w wolnej chwili uzupełni relację swoimi panoramami.



Odpowiedz z cytatem