Od spotkania z koniem była już tylko droga w dół, od wsi czuć było zapachy pieczonego mięsiwa. Droga zakończyła się na potoku bez mostu. Nie zastanawiając się długo, każdy przeszedł przez potok w trochę innym miejscu, mając nadzieje, że tu właśnie nie naleje mu się (zbyt dużo) do butów.
Zapach pieczonego rozchodził się z domku tuż przy drodze. Stał tam również samochód, więc zapytaliśmy, czy byłaby możliwość podwiezienia nas. Możliwość to była, ale kierowca już spożywał pieczone, a bez popicia to jest niezdrowo. Udało na się zatrzymać pierwszy zjeżdżający z góry samochód terenowy, w którym jechały 3 osoby. Kierowca nie miał jednak wątpliwości, że kolejne trzy z plecakami też się zmieszczą. W ten sposób minęło nas tuptanie przez 3 km drogą wzdłuż potoku.
W centrum Krasnej są dwa sklepy. Ten po lewej miał ściany z ciemnego szkła, kamerę na każdym rogu, automatycznie otwierane drzwi i sterylnie pozamiatane otoczenie. Ja się aż bałem tam wchodzić. Ten po prawej był bardziej przytulny, choć ładnym trudno go było nazwać. Pod parasolem siedziało już kilku spożywających, na stosie palet można było położyć plecaki. Jak na niedzielę, był spory ruch.
Akurat podjechał ktoś na motocyklu, jak zwykle tutaj - bez tablicy rejestracyjnej i bez kasku. Po wyjściu ze sklepu zapakował 4 flaszki do wewnętrznych i zewnętrznych kieszeni kurki i łagodnym wężykiem ruszył lokalną drogą pod górę. Po chwili, gdy przyspieszył, wyrównał do pionu, złapał kierunek i zniknął w tumanach kurzu.
Usiedliśmy i my pod parasolem, by chwilę odpocząć przed łapaniem następnej okazji.
Tutaj pozwolę sobie umieścić bez pytania zdjęcie, które dostałem od Bartolomeo. Najwyżej zostanę oskarżony o naruszanie praw autorskich, bo gdybym umieścił moje zdjęcie, zostałbym potępiony za naruszanie RODO
Antek i Wojtek wyglądają, czy coś z lewej nie nadjeżdża.
A czasami zerkają w prawo, czy plecaki jeszcze stoją
Długo nie czekaliśmy, busik z powracającymi z pracy za granicą zabrał nas do Ust-Czornej.
Tutaj w domku po prawej była nasza kwatera - Sadyba "U Halyny Ta Yosypa".
Tuż obok mieliśmy Czarny Potok i cerkiew pw. Narodzenia Preswiatoj Boourodzicy.
Teraz trzeba się umyć po czterech dniach w górach, bo nas do lokalu nie wpuszczą, a idziemy na wystawny obiad w porze kolacji.





Odpowiedz z cytatem