Poniedziałek 1 listopada

Na noc zjeżdżam z przełęczy w doliny. Przymroziło mi mój hotel z zewnątrz i wewnątrz, najgorzej było rano wyjść ze śpiwora ogarnąć się, przygotować śniadanie jeszcze przed wschodem słońca. Potem podjeżdżam kilka kilometrów do Żubraczego, gdzie widzę z auta biegnącego po łące wilka. Samochód zostaje przed znakiem zakazu a ja ruszam drogą w stronę Solinki. Przy odbiciu szlaku do lasu w stronę Hyrlatej zadziwiły mnie znaki, że tamtędy trzeba biec. Ja tak nie potrafię i po prostu idę. Chyba musiał by mnie niedźwiedź ścigać, żebym był w stanie pobiec do góry.

P1222410.jpgP1222412.jpg



Idzie mi się całkiem dobrze, bo jestem porządnie wyspany i w przeciwieństwie do dnia poprzedniego jest dość chłodno, więc nie mam ochoty na postoje.

P1222413.jpgP1222415.jpgP1222419.jpg

Z polany pod Hyrlatą podejmuję decyzję o zejściu w stronę Solinki. Po niedługim stromym kawałku na dziko łapię leśne stokówki i docieram do drogi Solinka – Roztoki Górne. Tam znów zastanawiam się co dalej, tego dnia czasu mam mniej i musze opuścić szybciej Bieszczady. Decyduje się iść na granicę, w końcu to bardzo blisko. Uwagę przykłuwa mocno przetrzebiony las na sporym obszarze.

P1222421.jpgP1222424.jpg

Na granicy spotykam znowu biegowe szlaki, nawet nie wiedziałem wcześniej, że takowe w ogóle są w Bieszczadach.

P1222428.jpg