Znów mamy ten fajny wiek XIX.
Kapliczka niemal przy każdej starej chałupie - i takiż szaliczek również.
Z cyklu: strażak na emeryturze.
I znów przypomnę kumpla: "A co to za wyjazd jak się nic nie spierdoli". Pociekły hamulce. Zestawu naprawczego nie posiadałem, ale wystarczyło wyczyszczenie okolic tłoczka. Nota bene chwilę wcześniej podczas jazdy padła historyjka, jak to jeden kolegów jadąc wielką czerwoną furmanką na kogutach zestresował swoich współpasażerów, tupiąc w podłogę obok pedałów i wrzeszcząc: - Tłoczek! Tłoczek!!! Rechotaliśmy zdrowo; chwilę później rechotałem ja analogicznie tupiąc w podłogę.
Podejrzewam, że rumuńska cerkiew wydaje na same kwiatki równowartość trzech lotów na Marsa rocznie. Ale efekt fantastyczny. W końcu nie samym chlebem człowiek żyje, potrzebna mu też jakaś cząstka estetyczna.
Z cyklu "małe a skromne". Oraz z cyklu "tyz pikne".
Zamek w stylu nasza Niedzica, ta znad Dunajca. Twierdza w Neamt. Znów pusto, bo po sezonie, jak na Rumunię to drogo za wejściówkę (24 leje), a szału nie ma (ale ujdzie).
Niektóre monastery mają wstęp za frajer (i co ciekawe, zakaz fotografowania, z reguły olewany), niektóre za dychu, ale to dobrze wydana dycha. Tutaj Neamt.
Neamt. Remonty są robione obecnie praktycznie wszędzie, nie ma prawie monasteru bez pracującej betoniarki.
Przelecieliśmy się po dobrych kilku monasterach w Vanatori Neamt i okolicy. Nie chciałem powtarzać mojej trasy sprzed 3 lat po Bukowinie (teraz włóczyliśmy się głównie na południe od Bukowiny), bo chciałem zobaczyć coś nowego, ale i tak w końcu zboczyliśmy ciut na północ do dwóch malowanych - do Voronetu i Humoru, bo trasę zmienił nam objazd zerwanej drogi. Poniżej kilka detali na wyrywki z różnych klasztorów.
Nieekologiczny ślad węglowy czyli ognisko słusznej postury, grule trza upiec. Możliwość palenia ogniska uważam za jeden z weryfikatorów wolności. W krajach, gdzie tego robić nie wolno, istnieje, mniej lub bardziej ukryty, zamordyzm. Drugim probierzem jest dostęp do źródeł wody. Te dwie rzeczy to podstawowe ludzkie potrzeby - ciepło i możliwość przygotowania posiłku oraz woda. Zauważcie, że w ostatnich latach drastycznie zmniejszyła się ilość czynnych publicznych studni w miastach (zostały polikwidowane zwykłe, stare pompy podwórkowe, studnie miejskie zasypano lub w najlepszym razie pozamykano na kłódki), nawet na wsiach zniknęły studnie prywatne (zasypali je właściciele, skuszeni łatwą dostępnością z wodociągów). A co w przypadku potencjalnej wojny czy katastrofy (zniszczone elektrownie czy nawet zwykły blackdown sieci - a przecież wodociągi zależą od elektrowni)?...
Nieczynna część kopalni uranu (jest i czynna). Tu też już kiedyś byłem, obecnie na dojeździe jest asfalt (dawniej była betonowa droga) i ruiny są bardziej rozprute.
Cała tablica Mendelejewa w tym jednym kawałku wody. Ciekaw jestem, czy w nocy się świeci.
Ostatni kibel w Rumunii spisał się z "niebkowym".
Jeden z nas budził pozostałych dwóch śpiochów co rano jako ranny ptaszek; tym razem nie potraktowaliśmy go gazem pieprzowym na miśki, bo warto było wstać, choć mrozik usztywnił namioty.
Na koniec trasy znowu Sapanta, ino z drugiej mańki: nowa cerkiew, z najwyższą drewnianą wieżą w całej Rumunii. Monumentalizm tych drewnianych klocków zrobił na mnie wrażenie.
Tu schodki z dwóch połówek pniaka z moim butem dla skali.
Jako się rzekło wyżej, Karpaty Rumunii niestety też się zmieniają. Zarówno za sprawą cywilizacji wciskającej się z buciorami postępu na rustykalne salony (ale fajny wygibas językowy, nie? oksymoronem trochę zalatuje), jak i za sprawą takich czy innych przepisów. To droga donikąd. Wygoda (wygodnictwo) prowadzi do coraz większych wysiłków człowieka mających na celu utrzymanie otaczających nas gadżetów (błędne koło - więcej pracować, żeby lepiej zarabiać, żeby wygodniej odpoczywać po większym wysiłku), ograniczenia, nakazy i zakazy otępiają umysł, który zostaje pozbawiony umiejętności prostego myślenia - takiego na "chłopski rozum". Tęsknota za tym chłopskim rozumem jest przyczyną pędu ludzi "cywilizowanych" na łono natury i w tzw. dzikie kraje. I choć Rumunia to przecie w pełni europejski kraj, wraz ze wszystkimi tego plusami i minusami, to na szczęście ma odcinki, gdzie chłop chłopu na parkingu podadzą sobie ręce nie zważając na obostrzenia.
Niestety - coraz częściej w takich zakamarach świata, gdzie spodziewałbym się tego fajnego "prymitywu" (w znaczeniu pozytywnym, bez śladu pejoratywności), natrafiam na ślady śmietniska mentalno-gadżeciarskiego - nawet w odludnym Pamirze dzieciaki smyrają po ekranikach, choć łażą na bosaka. Jest to koszmarem współczesności - i dowodem na to, że rzeczywiście jesteśmy na najlepszej drodze ku zniewoleniu. Telefon z lokalizatorem, niewyjmowalną baterią, aplikacjami do śledzenia zachowań - za darmo (do abonamentu), kredycik - na zero procent (plus to co małym druczkiem), wkłucie - za darmo (plus hulajnoga i paszporcik).
Gdy jakaś instytucja/ministerstwo/korporacja chce mi coś wcisnąć "za darmo", obiecując profity, ba! wydając miliony, żeby mnie zachęcić reklamami, zapalają mi się w głowie wszystkie czerwone lampki ostrzegawcze i wyją wszystkie alarmy.
Ech, chyba głupio gadam.
Ale przynajmniej nie mam smartfona.
I nie zamierzam mieć.
A telewizor z życia wyrzuciłem wieki temu.





















