Pogórze żegna mnie nostalgiczną nitką torów.



A po przejściu Osławy będę już chyba w Bieszczadach.



Mijam ostatnie zabudowania Morochowa ...



... i zatrzymuję się na drugie śniadanie pod zdziczałym drzewem owocowym.




Prezentowane jabłko pochodzi z innego, pobliskiego drzewa ale tutaj zostało zjedzone.



To miejsce chyba można uznać za górę, fachowcy ją podpisali.



Potem była nieco większa góra, nazywała się Suliła 759 m. N szczycie nie było nic godnego sfotografowania. Trochę poniżej szczytu leżało jakieś żelastwo.



Tutaj nogi odmówiły mi posłuszeństwa i zakwaterowałem się w zacisznym hoteliku "Pod Suliłą".