Na Chryszczatej żegnam niebieski szlak, który się tu właśnie skończył, zawracam i idę szlakiem czerwonym w kierunku Jeziorek Duszatyńskich. Ale tylko do najbliższego cmentarza wojennego, czyli 300 metrów.




Tu z ulgą skręcam w lewo, zanurzając się w zieloności i gęstości.




Próbuję zejść na południe, w dolinę, gdzie na starych mapach widnieje droga wzdłuż potoku. Momentami gęstość i zieloność przerasta moje możliwości. Na domniemanej drodze leżą powalone pnie drzew, których nie potrafię ani przejść dołem, ani górą. Tempo spada do 0,2 km/h. Wycofuję się w stronę grzbietu.