Ostatni kawałek na dzisiaj to przejście z Bukowca do Górzanki. Próbuję nie iść szlakiem, co mi nie wychodzi na dobre. Zbocza wzgórz opadające w dolinę Bukowczańskiego Potoku są mocno rozparcelowane. Ogrodzenia domków do wynajęcia nie pozwalają przejść lub zmuszają do zygzakowania. W końcu i tak dochodzę do zielonego szlaku i szybko znajduję się nad Górzanką. Półtora kilometra przed wsią, na trawiasto-kamienistej drodze spotykam młodą mamę, pchającą pojazd czterokołowy z zawartością. Na zdjęciu jest płaski fragment drogi, ale były tam odcinki, gdzie nawet bez wózka ciężki jest iść.



W celach poznawczych mam zaplanowane przespać się w całorocznym schronisku PTSM. Jako, że właśnie jest cały rok, poszedłem tam bez ostrzeżenia. Schronisko jest w tutejszej szkole, oznaczone stosowną tablicą i wielkim napisem na przystanku autobusowym. Zamknięte. Z pobliskiej cerkwi rozlega się dzwon, głoszący, że za pół godziny, o 18:00 rozpocznie się wieczorna msza. Siadam na ławce i dzwonię do schroniska. Pierwszy numer odpowiada, że nie ma takiego numeru. Drugi numer odpowiada, że jest poza zasięgiem. Trzeci numer łączy. Automatyczna sekretarka (ale z męskim głosem) mówi mi, że z powodu ważnych powodów nikt nie może ze mną rozmawiać. Wiem, że w Górzance jest mnóstwo miejsc do spania a poza tym mam swoje spanie na plecach. Zbliża się 18, idę do cerkwi, która od kilkudziesięciu lat jest kościołem rz.-kat., ale nazwa "cerkiew" jakoś lepiej mi pasuje.



Po mszy zaglądam do zakrystii na słówko z księdzem Piotrem. Przy okazji pytam, gdzie by polecił nocleg. Polecony zostaje stojący obok mężczyzna, który dzisiaj posługiwał jako ministrant, kościelny i odźwierny. Jest to niedaleko, ale pan ministrant przyjechał samochodem, więc mam w cenie transport do drzwi domu. Miejsce jest bardzo przyjazne i nie drogie a gospodarze sympatyczni. Gdyby ktoś potrzebował, to można przychodzić bez pytania się w zakrystii