Chodziła mi swego czasu po głowie hybryda KIMB i RIMB, czyli takie sobie łażenie bez zobowiązań, choć po określonej marszrucie.
W ogólnym zarysie: ustalamy 2-3-dniową trasę, do której w dowolnym czasie i miejscu dołącza się (i odłącza) dowolna liczba osób - stosownie do wolnego czasu, kasy, chęci, humoru, planów i kondycji. Czyli ustalamy punkt startu, noclegu pośredniego (góra dwóch) i ześrodkowania, cała reszta wedle indywidualnego uznania. Duch wieje, kędy chce.
Taka formuła moim zdaniem korespondowałaby z pierwotną ideą KIMB, niczego nikomu by nie narzucała, ani do niczego nie zobowiązywała, ponadto szanowałaby indywidualne preferencje. I mogłoby być miło.



Odpowiedz z cytatem

Zakładki