Wygląda mi to na jakieś urządzenie do gotowania, podgrzewania, smażenia, ogrzewania.....
Wygląda mi to na jakieś urządzenie do gotowania, podgrzewania, smażenia, ogrzewania.....
Ne bardzo sonie wyobrażam, jak na tym można coś smażyć. W szczególności, po co to coś ma 10 nóg z mocnych rurek stalowych. Ale na razie innych pomysłów nie ma... Nie wiemy te z nadal, po co te nowe, drewniane słupki na granicy. To jeszcze na koniec opowiem coś o ślimakach.
Prawie 50 lat temu wędrowałem z Krynicy do Komańczy z namiotem i (przyszłą) żoną. Trasa ustalana była ad hoc z wykorzystaniem szkicowej mapy z przewodnika Krygowskiego. Jeden z noclegów wypadał w Czarnem, gdzie na mapie zaznaczono cerkiew i rzeczywiście tam była. Ale jakoś tu było pusto i strasznie. Postanowiliśmy iść do następnej wsi, Nieznajowej, gdzie na mapie narysowane były dwa budynki, z tego jeden to stacja turystyczna. Dodatkowo, ktoś po drodze wspominał, ze jest tam jakiś obóz. Robiło się już ciemno, ale w Nieznajowej widać było światła i słychać głosy ludzkie i bydlęce. Na miejscu okazało się, że jest tam obóz … karny. W dzień pasali krowy, w nocy odpoczywali za drutami. Teraz dopiero zrobiło się strasznie. Pensjonariusze obozu wykrzykiwali do nas sprośne odzywki, na szczęście zza ogrodzenia. Po ponad 30 km marszu nogi już odmawiały posłuszeństwa, ale odgłosy zza drutów dodały sił. Udało się dojść jeszcze 5 km do pierwszego domu w Świątkowej Małej. I co było dalej – nie pamiętam.
A piszę to dlatego, że w tym roku postanowiłem nadrobić zaległości i w końcu zanocować w Nieznajowej. Schodząc w dół dolina Wisłoki upatrzyłem sobie nawet malowniczy pagórek, z zagonami dawnych pól, poprzecinanych miedzami i łemkowskimi krzyżami u podnóża.
![]()
Podczas przejścia tędy w latach 70. było ciemno i nic nie było widać, oprócz oświetlonego terenu ogrodzonego. Gdy powróciłem tu 30 lat później, w miejscu obiektu ZK stał taki domek
W pobliżu było kilka kamiennych krzyży
A na zboczu poprzecinanym miedzami pasło się tysiąc owiec. Niektóre z tych owiec szybko biegały i szczekały na mnie, ale bez szczególnego przekonania.
![]()
Po raz kolejny odwiedziłem Nieznajową w roku 2009, tym razem na rowerze.
Na zboczu nie było już owiec.
Nie było też domu ze zdjęcia powyżej. Były tylko same drzwi, ale one nie były z tego domu.
![]()
Ten stojak wydaje mi się, że jest pod flagi - to chyba felga zalana betonem, rurki to miejsce na flagi. Tyle, że stoi do góry nogami. Czy były tam aż takie uroczystości - nie wiem.
Co do słupków - one były po słowackiej stronie? Nie widziałeś ich dalej w dół stoku w kierunku SK?
Będąc kiedyś na Lackowej zdziwiły mnie słupki drogowe obłożone kamieniami. Widziałem, że wyznaczają linie/granice działek po stronie SK. Pytając o inne jeszcze rzeczy napotkanego w Izbach leśniczego dowiedziałem się, że to był wspólny las, który został podzielony i tak każdy właściciel oznaczył swoje granice.
A o tych ślimakach to już było i przegapiłem czy to tylko zapowiedź na przyszłość?![]()
No to jedną zagadkę mamy rozwiązana. To widać, jak na dłoni! Zabrakło mi wyobraźni, by to odwrócić do góry rurkami. Tylko w myśli, bo w naturze nie dałbym rady.
Takie słupki, o jakich mówisz też widziałem, np. pod Busovem.
Te były drewniane, na trwałych, ocynkowanych kotwach i stały na linii zbliżonej do granicy.
Oj, zapędziłem się w czasy przeszłe i zapomniałem o ślimakach. Dzięki za przypomnienie. Jeszcze będzie;-)
Od tego czasu jeszcze dwa razy byłem w Nieznajowej ale bez sukcesów (w nocowaniu na terenie wsi). Tym razem musi się udać. Schodząc od Radocyny doliną Wisłoki kilka razy widzę moje upatrzone wzgórze 518 m z paskami pól. I po przekroczeniu ostatniego brodu, gdy już mam włazić na górę, zatrzymuje mnie wielka tablica z informacją, że wkraczam na teren Magurskiego Parku Narodowego. A ja nie mam wykupionego biletu!
Ale tym razem nie odpuszczę. Zamiast na wzgórze, idę do centrum wsi, tam gdzie cerkiew i cmentarz. Ładnych na biwak jest tu tyle, że aż trudno wybrać. Ale trzeba to zrobić szybko, bo niebo robi się stalowe i coś z góry pohukuje.
Wybrałem miejsce pod wielkim, starym dębem. A może nie-dębem? Ale zacząłem wybrzydzać: jakiś korzeń wystaje, jest ze trzy centymetry nierówno. Szukam dalej. Jest znów piękne drzewo, równo, trawka, bez krzaków i pokrzyw. Tylko z dziupli miedzy korzeniami sterczy jakiś kawałek niebieskiego kabla. Skąd tu kabel? Chciałem go podnieść kijkiem i obejrzeć, ale kabel się poruszył. Dalsza część kabla była znacznie grubsza i zakończona na końcu głową. Głowa odwróciła się w moją stronę, popatrzyła bez większego zainteresowania i wraz z resztą schowała się w jamie między korzeniami. To drzewo miało już swojego mieszkańca, więc poszedłem pod kolejne. To kolejne stało tuż nad płynącą przez wieś rzeczką Zawoja.
I zaraz będzie o tych ślimakach![]()
Ok. 20 namiot już stał pod klonem nad Zawoją. Do rzeczki miałem kilka kroków. A jeszcze kilka kroków dalej, za rzeczką zaczynał się Magurski Park Narodowy, do którego nie wchodziłem, bo nie miałem biletu. Zaczął padać deszcz, ale klon przez dłuższy czas brał to na siebie.
Roślinność w pobliżu była trochę podziurawiona przez ślimaki, ale nie zwracałem na to większej uwagi.
W nocy spałem, rzeczka szumiała, ślimaki były cicho. Gdy się rano obudziłem, sypialnia namiotu - zazwyczaj biała - była teraz pokryta malowniczymi brązowymi plamami. Przez chwilę myślałem, że to gra świateł lub złudzenie. Zacząłem stukać w ścianki namiotu i wtedy zaczęły spadać ślimaki. Stukałem tak dłuższą chwilę bo mi się one nie podobały. Gdy wyszedłem z namiotu, siedziały na plecaku, na butach, skarpetkach, na wszystkich sprzętach. Tam, gdzie ich już nie było, bo sobie poszły albo je wykopałem, zostawiły paskudne, kleiste ślady. Po ściągnięciu tropiku jeszcze sporo ich było przyczepionych w różnych miejscach, chociaż wydawało mi się, że je wyprosiłem.
Szybko się spakowałem i strząsnąwszy ostatniego ślimaka z kijka, ruszyłem przed szóstą, bez śniadania w drogę.
![]()
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)