Od tego czasu jeszcze dwa razy byłem w Nieznajowej ale bez sukcesów (w nocowaniu na terenie wsi). Tym razem musi się udać. Schodząc od Radocyny doliną Wisłoki kilka razy widzę moje upatrzone wzgórze 518 m z paskami pól. I po przekroczeniu ostatniego brodu, gdy już mam włazić na górę, zatrzymuje mnie wielka tablica z informacją, że wkraczam na teren Magurskiego Parku Narodowego. A ja nie mam wykupionego biletu!
Ale tym razem nie odpuszczę. Zamiast na wzgórze, idę do centrum wsi, tam gdzie cerkiew i cmentarz. Ładnych na biwak jest tu tyle, że aż trudno wybrać. Ale trzeba to zrobić szybko, bo niebo robi się stalowe i coś z góry pohukuje.
Wybrałem miejsce pod wielkim, starym dębem. A może nie-dębem? Ale zacząłem wybrzydzać: jakiś korzeń wystaje, jest ze trzy centymetry nierówno. Szukam dalej. Jest znów piękne drzewo, równo, trawka, bez krzaków i pokrzyw. Tylko z dziupli miedzy korzeniami sterczy jakiś kawałek niebieskiego kabla. Skąd tu kabel? Chciałem go podnieść kijkiem i obejrzeć, ale kabel się poruszył. Dalsza część kabla była znacznie grubsza i zakończona na końcu głową. Głowa odwróciła się w moją stronę, popatrzyła bez większego zainteresowania i wraz z resztą schowała się w jamie między korzeniami. To drzewo miało już swojego mieszkańca, więc poszedłem pod kolejne. To kolejne stało tuż nad płynącą przez wieś rzeczką Zawoja.
I zaraz będzie o tych ślimakach![]()



Odpowiedz z cytatem