Wojtek nie takie rzeczy jak podejście na Pikuj wytrzymywał. Ani się obejrzeliśmy jak byliśmy na górze Co zaskakujące trudno się nam było odszukać, bo na szczycie i w jego najbliższej okolicy było może 30 a może nawet i 40 osób. Niedziela, wczesne popołudnie, piękna pogoda - i na Pikuju zrobił się tłok. Nie będzie więc tradycyjnego zdjęcia pod postumentem

Kilkunastoosobowa grupa przygotowywała się do uczczenia pamięci zabitego w Mariupolu żołnierza batalionu Azov. Ustawili się na jednej z półek pod szczytem, odczytali coś w rodzaj, odpalili flary:



Na koniec był jeszcze potrójny salut z pistoletu (a może startera sportowego).

My też zeszliśmy na półkę pod szczytem, rozstawiliśmy kuchnię i dość długo tam siedzieliśmy.



Zastawialiśmy się gdzie rozbić obóz. Tu gdzie siedzimy, pod samym szczytem? A może zejść kilkadziesiąt metrów ze szczytu na wypłaszczenia na grani? A może odejść dwa-trzy kilometry w nadziei na łatwiejszy dostęp do drewna?