Koledzy ! Chyba nie zrozumieliśmy się.
Ja nie neguję kontroli przygranicznej co do ZASADY tylko co do FORMY
Podam przykład : pewnego listopadowego popołudnia jechałem samochodem po opuszczonej bieszczadzkiej pętli. Na przełęczy Wyżniańskiej patrol pograniczników ucieszył się na mój widok.
Wreszcie będziemy mogli sobie skontrolować.
Okazałem dokumenty które zniknęły do kontroli. Mija kwadrans, mija godzina, a Pani Pograniczka pociesza mnie że robią co mogą, aby złapać łączność.
Na polu zrobiło się chłodno, a mnie gorąco.
Po półtorej godzinie odzyskałem dokumenty z życzeniami przyjemnej jazdy.
Po rozjechaniu , zrozumiałem że kończył się ich czas pracy, chcieli wracać do domu , więc dali sobie spokój.