Tak jak sądzilam, w niedzielę po serach nie bylo ni śladu, ni popiolu... :(
Bylam na kermeszu i koncercie, przysluchiwalam się sobotniej audycji w Radio Gdansk, z udzialem m.in. dyrektora Wydzialu Promocji Miasta Sanoka oraz dyrektora Teatru Miniatura (sanoczanina z urodzenia).
I nasunęla mi się taka refleksja... My tu dyskutujemy, klócimy nawet, gdzie te Bieszczady się zaczynają, jak przebiega granica... a w audycji probowano nawet przemycić teze, że Sanok to "Brama Bieszczadów"! Szybko jednak zreflektowano się i przyznano ten tytul Lesku... :)
Przeciętny mieszkaniec Wybrzeża, studiując natomiast ulotki i materialy reklamowe hojnie zaścielające stoly w czasie kermeszu, dojdzie do wniosku, że serce Bieszczadów to Solina i Polańczyk, odrobinę okolic Leska, no i Sanok wlaśnie. No i nie ma się co dziwić, w końcu to Sanok wylozyl kasę na promocję regionu.
Tak więc "po co te swary, po co te klotnie, w koncu i tak wszyscy skończymy w zupie"... a przy okazji wyrządzimy krzywdę polowie województwa podkarpackiego, które na marce "made in Bieszczady" chce odrobinę zarobić.
Jak dla mnie, niesamowitym przeżyciem byl występ zespolu "Widymo" - 8 dziewczyn śpiewających a'capella ludowe regionalne piosenki. No coż - szczęka w dol, lzy w oczach i gęsia skórka... A że wcześniej obejrzalam na stoisku album ze zdjęciami z Bieszczadów Wschodnich, to tylko świadomość, że już "za parę dni, za dni parę..." utrzymala mnie przy zdrowych zmyslach... Mam nadzieję, że "Widymo" nagra wkrótce zapowiadaną plytę. :)

Pozdrawiam
Szaszka