Hmmmm. Samotne chodzenie po górach ma swój niepowtarzalny urok. Jeśli jadę tylko na kilka dni to prawie zawsze sam. Co innego jakieś dłuższe trasy, wtedy warto mieć ze sobą kogoś do kogo można by gębę od czasu do czasu otworzyć.
Natomiast nie cierpię chodzenia po górach w dużych grupach powyżej 4 osób.
Moja ulubiona "samotnia"?
Niestety w Bieszczady mam daleko, dlatego gdy czasem uda mi się wyrwać w środku tygodnia w góry (dzień powszedni poza sezonem oczywiście) to jadę na Babią Górę. Jak mam szczęście to na wierzchołku jestem sam, a jak jeszcze jest bezchmurna pogoda i przejrzyste powietrze dopisze to człowiek czuje się jak w raju.


Odpowiedz z cytatem